Archiwa kategorii: limuzyny

Ania w limuzynie jak po 4 winie

Dzwonił dziś do mnie dzień cały kumpel Antonio – stara włoska dziadyga, którego poznałem na wakacjach w Sarajewie. Przyjechał właśnie do Polski w interesach – przywiózł sporą partię włoskiej mielonki, grzybów halunków, kilka skrzynek kiści winogron i szesnaście worków ziemniaków nowej odmiany przeznaczonej na eksperymentalne obsadzenie podkrakowskich pól. Z tej nietypowej odmiany kartofli – zupełnie jak królowa Bona – Antonio opowiadał, że wychodował w swoich italiańskich ogrodach bananowo – malinowo – pomarańczowy smak zmiemniaka, który jest rozchwytywany na dalekowschodnich rynkach. Nie miałem sił po wczorajszej bibie podnosić słuchawki, dlatego wysłuchałem 15 dzwonków w melodii hymnu śpiewanego przez pana Kaczyńskiego i poddźwignąłem się w końcu do pionu przeczesując lekko włosy na skroniach i drapiąc się po sfleczałym wacku, który bardzo dobrze mi służył wczorajszej nocy. Antonio zapowiedział swój przyjazd na wieczór, gdyż jego wyposzczona pyta dawno nie gościła w zagłębiu rury damskiego odbytu. Ta wiadomość napawała mnie optymizmem, gdyż właśnie mi się przypomniało iż umówiłem się z jakąś strasznie brzydką laską na dzisiejszy wieczór. Z tego co pamiętam ta chujonosa i brzydka jak białoruski czołg dupa przez póltorej godziny namolnie chciała wydobyć ze mnie adresik. Niestety poddałem się jej brzydkiemu, niekompletnemu zgryzowi, więc opcja zadupczenia jakiegoś lachona z Antioniem bardzo mnie udarowała. Wsuwając jajka na bekonie podczas śniadania rozważałem, czy aby wybór zagoszczenia w kiblu i rozmowy z wielkim porcelanowym uchem klozetowym nie byłoby lepszą opcją od kończenia tego smacznego, lecz kompletnie niestrawiennego żarełka. Jednak przełamałem się i przeczekałem ten cherlawy dla mnie okres racząc się w międzyczasie resztkami alpagi siarkowej pozostawionej przez uczestników wczorajszej sex ustawki. Poszedłem na chwilę do wyra, aby dokończyć spanie, które przerwał mi telefon Antonia. Wydawało mi się, że nie minęło 10 minut, lecz gdy udało mi się otworzyć jedno oko – za oknem zauważyłem panią Halinkę, która zawsze o 21 zapala światło na ganku. A niech to – znów przespałem parę godzin. Po chwili zaczął dzwonić Antonio – ten włoski cwaniak i kombinator bezproblemowo sprzedał po dwukrotnej niż oczekiwał cenie winogrona. Także w tej chwili mógł już śmiało stawiać wszystkim znajomym driny i browary, gdyż kapucha tego dnia przyległa doń jak magnes. Jednak wieczór okazał się zupełnie inny – Antoniemu jakby magnes wyleciał z kieszeni, bo kapuchę wydawał na prawo i lewo. Pod moją chacjendę podjechał dwunastometrowym kadillakiem. Już myślałem, że po drodze zabrał jakieś dupy, jednak pustostan w jego mobilnym ruchajwozie dawał do zrozumienia, że balanga dopiero się zaczyna. Oziębły łokieć Antonia i muzyczka a’la italo dysko sącząca się z głośników spowodowała we mnie nostalgię za latami dziewięćdziesiątymi, kiedy to ze znajomymi urani w białe skarpetki, mokasyny, pyramydy śmigaliśmy pożyczonym od starego maluchem po okolicznych wiejskich dyskotekach. Podjechaliśmy naszym pięciolitrowym smokiem pod miejscową dyskotekę, gdzie właśnie około 22 część osiemnastoletnich dupeczek szuka okazji na stopa. Silnik połykał kolejne z 40 litrów spalonych na sto kilometrów, a za zakrętem zauważyliśy kilkanaście osiemnasto – dziewiętnastoletnich opalonych i odzianych skąpo dupeczek. Zatrzymaliśmy się tuż przy jednej z nich, która bez jakiegokolwiek zapytania wsiadła do naszej bryki. Zapoznawszy się z panującą wewnątrz napiętą atmosferą, Ania z oddalonego o sto kilometrów stąd sołectwa postanowiła nieco rozluźnić panującą tu atomsferę. Napalony na jakąkolwiek dziurę Antonio niemal na starcie potraktował języczkiem naszą pasażerkę, która z radością oświadczyła że jest gotowa zaprezentować na tylnym siedzeniu swe wdzięki, a za podwiezienie wykazać się zrobieniem lodzika. O to chodziło właśnie w tej imprezie, więc pomimo panujących wokół egipskich ciemności udało nam się nagrać znakomity lodowy materiał opatrzony niespodziewanym wytryskiem Antonia. Tak zakończyła się biznesowa podróż Antonia, który przywiózł do swych rodzinnych Włoch wystarczająco miedziaków, a i imprezkę udaną udało mu się zaliczyć.