Archiwa kategorii: menele

menele i lokalni libatorzy

Podczas licznych zmian które ostatnio przechodzą moje doczesne zwłoki wraz z zasobem cyfrowym jakim dysponuję, postanowiłem pyknąc moje archiwalne opisy menelstwa, które miało zaszczyt gościc moje osiedle w Olsztynie… Hir shit koms:

„Menele na naszym osiedlu gromadzą się najczęściej pod sklepem mięsnym, gdzie można wyżebrać coś od przechodniów. Tereny pod biblioteką, blokiem nr 70, lub za sklepem rybnym są najczęściej oblegane, a to ze względu na dobre zamaskowanie się przed węszącymi gliniarzami. już od wczesnych godzin rannych zaczyna kwitnąć życie towarzyskie. Swego czasu wyjeżdżając do roboty tuż po 6 rano mogłem zauważyć meneli zbierających się pod wyżej wymienionym sklepem mięsnym. Rano jeszcze bladzi na jednym policzku po wczorajszym, ale już zaczerwienieni po pierwszym rannym klinie na policzku drugim. i tak te same osoby pędzą żywot kloszardów, czasem tylko niepokojeni przez składy moczymordów z innych osiedli. życie pod mięsnym zaczęło kwitnąć na dobre około września ’99, kiedy to zamknięto inny osiedlowy sklep – ARON. sklep ten miał dużą renomę z powodu godzin otwarcia. Tu już około godziny 6 (podobnie jak mięsny) można było zaopatrzyć się w mocniejsze płyny. Sklep był czynny jak żaden inny w okolicy do godziny 0. Toteż po 22.00 wielu zamiejscowych żulerów wkraczało na nasze osiedle tylko po to żeby jeszcze bardziej zalać przed snem pałę. Oczywiście wszystkich w potrzebie kierowaliśmy spod 5 lub 6 klatki przy pstrowskiego 17, wskazując palcem na sklep ARON.
liczba żulerni jest zależna od pory dnia, miesiąca (na początku miesiąca jest ich najwięcej) no i oczywiście pogody i pory roku. jednak czasem naszych osiedlowych twardzieli nie wystrasza ostra kosta na zewnątrz. leją w gardeła wszystko byle tyko dobrze wchodziło. ich liczba w godzinach od 6 do 21 waha się od 1 osoby (najczęściej jest to czerwony kowboj) do kilkudziesięciu czerwonoskórych patatajowców. nasi osiedlowi meliniarze kierują sie tą samą maksymą, co ich koledzy – hobbiści z innych miast: kurewska niewinność, ni fpizdę ni w oko, tanie winko jest dobre bo jest dobre i jest tanie.
co do trunków najczęściej idą w przełyki winka (zwłaszcza byk, arizonka też jest w modzie a to dzięki telewizyjnej reklamie) i wisienki. rzadziej żulernia kupuje piwo typu BK, czy Dortmunder – ba na luksus stać niewielu. wódka jest tu rzadkością, chyba że samogon robiony w zaciszu własnych pomieszczeń za pomocą specjalistycznego sprzętu laboratoryjnego.
Dziwnym faktem jest to, iż żulernia wciąż trwa w tym samym miejscu co zawsze, kupując alkohole w mięsnym. nasze osiedle sąsiaduje z dwoma supermarketami: karo i hit. ceny alkoholi w tych sklepach są czasem naprawdę śmiesznie niskie. część żuli pomyślała i teraz zaopatruje się właśnie tam, konsumując na starych śmieciach. jednak zdecydowanej większości nie chce się ruszać dupy za ulicę, lecz wolą stać, mędzić o jakieś drobniaki lub o jakiś fajans od okolicznych przechodniów. dzień jak codzień menele zawsze pilnują swojego terenu, chowając się w krzaczorach przed mendownią, leją pod okolicznymi sklepami i trwając tak do końca świata i jeszcze dzień dłużej.

Ludwik a.k.a. jeffrey – ludwik to stary menel. chleje ponoć od czasu kiedy zmarła mu żona. były pracownik miastoprojektu w olsztynie projektował m.in. rury kanalizacyjne, które przebiegają pod olsztyńskim stomilem. dzieci: syn tańczy w zespole pieśni i tańca „kortowo”, córka – uczy sie jeszcze. większość czasu ludwik spędza na działce, pod blokiem lub u matki gdzieś koło ulicy warszawskiej- często go tam widzę gdy jadę na uczelnie.
ludwik swego czasu był bardzo chwalony za owoce które przynosił ze swojej działki. luwik za jabłka, gruszki, truskawki, maliny czy słonecznik dostawał albo kasę, za którą od razu kupował swojego ulubionego byczka, lub też bezpośrednio dostawał piwo lub winko od zainteresowanych. Na co dzień mieszka w wieżowcu przy ulicy dworcowej 64, lecz nie co dzień można go tu spotkać. ostatnie wieści: niestety ludwik zmarł w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach

gąsior – zamieszkuje 5 klatówę w 17-stce. aby dobrze zrymować jest często po 100-tce. wkurwieni są sąsiedzi – szczególnie mr. mochola i sąsiedzi z klatki: welenc, gwiaździński, maciulewicz, i kaczyński, do których często przychodzi pożyczać kasę. Oddaje ją co prawda, ale czasem jest w potrzebie około 23 – 24.00, więc wkurwia wszystkich swym nałogiem

stary resorak – klient nietuzinkowy, menel ale z tych kultularniejszych. pije tylko ze swoimi. w stanie nastukanym ma tylko jeden cel: dotrzeć do domu. i właśnie z tym ma resorak największy problem. samochodu – starego rozjebanego malucha już nie ma, więc pozostaje zaginanie z trepa. najwięcej problemu sprawia mu zejście z osiedlowych schodów (tych z kamieniem u podnóża) i podejście pod schody własnej klatki – najwyższe w całym bloku. wygląda to dokładnie jak w starych chaplinowskich komediach, kiedy resorak po raz kolejny nabiera rozpędu by kolejny raz podejść pod schody. podczas tego telepie go na wszelkie strony niemiłośiernie. ostatnimi czasy nie widać resoraka wracającego w takim stanie do domu, z tego też powodu można wysnuć konkluzję, że swoje już wypił. bywa i tak – na każdego przyjdzie chwila zadumy…

gość spod nr 2 – czerwononosy sąsiad lubi dobrze wypić gustuje raczej we własnych wyrobach, jedak jeżeli nadaża się okazja lub latem wypić z sąsiadem z naprzeciwka – brzeszczotem. jak wcześnie wspomniałem prowadzi własną działalność monopolistyczną można by rzec. we własnej piwnicy pędzi porządnego winiacza. i to nie jakiegoś sikacza, ale porządne wińsko rocznik 2000. po twarzy od razu można by poznać, a wręcz powiedziałbym, że ma to wymalowane na czole – „cosik by się wypiło”. zdecydowany przeciwnik jakichkolwiek zmian w otoczeniu – nie sznuje różnych numerów wycinanych przez borkusa, ani także nie nawidzi nocnych melanży u sąsiada na górze. woli sam zamknąć się w zaciszu piwnicznego klimatu i tam bełkotać własne wyroby. ponoć często słychać na klatce przełykanie dopiero co sfermentowanego winiacza… wiadomo kto siedzi w piwnicy… zapalony dzialkowicz – czesto widac go w gumiakach, z łopatą, gdyż wlaśnie wtedy zagina lub wraca z działki. działkę posiada oczywiście na dziko – jako jedyny mieszkaniec bloku 17 – tuż pod własnym balkonem. często się wkurwia, zirytowany, że właśnie stado gówniarzy podpierdoliło mu szczyptę marchewki, czy buraków, które własnoręcznie zasadził i pielęgnował. koleś łysawy, ale nerwowy – nie daje sobie w kaszę dmuchać…

gość z 70 – od momentu wyjścia z woja – chleje codzień

wysoki – gościnny menel z kwadratów z ulicy żołnierskiej – często zapuszcza sie na naszą dzielnię, gdyż przestaje mu coraz częściej zależeć na kumplach ze swojego osiedla. tam jest nudno – a tu przynajmniej coś się dzieje…

kolo z dużym nosem, bez zęba z przodu – kręci z blondyną, z którą ponoć co jeden to już kręcił, sąsiad zza ulicy, często nawala w gardeło wraz z kolem z 70.

wuj – śmieciarz – najstarszy znany nam menel osiedlowy, a nawet interosiedlowy. odkąd tylko pamiętam szukał czegoś w śmietniku, a później prosto do sklepu. zmiana systemu nie przyniosła większych zmian w jego życiu – był ciągle takim, jaki jest. nie raz nas prosił o browar, kiedy staliśmy i sączyliśmy swoje – kiedy dostał jakiś wpierdalał się w naszą gadkę dokładnie jak lanca – wrzucał swoje 3 grosze, ktorych nikt nie czaił. chciał się w ten sposób zrewanżować za otrzymane piwo. z wuje związanych jest kilka osiedlowych akcji.

gruby mały kolo na rowerze – co dzień zapierdala na rowerze do roboty i tak się codzień składa, że przejeżdża obok mięsnego, więc często zagląda w chaszcze wokól mięsnego…. lubi pić na krzywy ryj, przez co jest niezbyt lubiany w tutejszej bohemie alkoholowej. Ściśle związany z ekipą babci.

babcia – niska kobiecina, kora gustuje w trunkach spod znaku Browar Kormoran i jakichś tańszych, mocniejszych wspomagaczy.

lucek

stary brzeszczot

obleś – jak sama nazwa wskazuje nizbyt atrakcyjny drań. pracował niegdy w browarze BK, ale ponoć go stamtąd wyjebali za picie i molestowanie (ale kogo?)

napoleon – ojciec 2 nieatrakcyjnych dziewczyn w wieku dojrzewania. mały, grubawy, brodaty – jeździł kilka lat temu skarpetą podobną do longina. nie ukrywa swej fascynacji do słomkowych napojów – chleje głownie pod mięsnym lub pod klatówą.

czerwony kowboj (hawajarz) – pojawił sie ni stąd ni zowąd ok. 1998 roku zajwytrwalszy spośród całej ekipy meneli. pije wszystko, cokolwiek ma jakikolwiek procent. ksywa pochodzi od nigdy nie schodzacej opalenizny (brudu) oraz kowbojskiego kapelusza naszego osiedlowego smoliwąsa”