Archiwa kategorii: PATRYCJA

PATRYCJA

Jako że Chuck Norris pojawił się niemal w każdej dziedzinie życia przeciętnego Polaka, dokonując rzeczy niemożliwych do wykonania dla przeciętnego śmiertelnika, takoż i wdarł się niezauważenie w kadr blow-jobowej kamery. Z nowym rokiem postanowiłem podjąć wyzwanie, aby codziennie dać ulgę swemu nadjądrzu, by dobrze przygotować się do corocznych zawodów na najdalszy wytrysk, które odbywają się co roku. Aktualnym rekordzistą jest Horst Schultz, który osiągnął 5 m 71 cm. Jest on także rekordzistą jeśli chodzi o wysokość: 3 m 75 cm oraz o prędkość wytrysku: ok. 68,7 kmh. Co to jest dla takiego onanizatora jak ja… rekord w tym roku zostanie pobity! Jest też bardzo interesujący rekord, który może pobić jedynie Chuck, który wystąpił w naszym epizodzie – najdłuższe wiatry Bernard Clemmens z Londynu wydawał krępujący odgłos z odbytu przez 2 minuty 42 sekundy. Niesamowite… Nieprawdaż? Ale tego akurat rekordu nie zamierzam pobijać. Pomimo ostatnich nieprzychylności, których zaznałem w postaci notorycznego braku opadania penisa ze wzwodu, nie poddałem się i poszedłem z tym do wróżki, aby miec wiedzę na temat możliwości pobicia rekordu na najdalszy wytrysk. Kiedy wszedłem do biura wróżki, która przyjmowała petentów w swoim mieszkaniu, oczom mym ukazał się wszechniepokonalny Chuck. Obraz Chucka rozmył się tak szybko, jak tylko się pokazał. Pozostało po nim jedynie kubańskie cygaro, którego zwykł używać Bill Clinton, a teraz palił je sam Chuck. Lekko zdezorientowana wróżka poinformowała mnie tylko, że sam Chuck był u niej tylko po to, by wbić gwóźdź w ścianę z półobrotu, gdyż ściany noścne były na tyle twarde, że wiercenie wiertarką udarową było bezowocne. Zostałem zaproszony do środka, gdzie poprosiłem o wywróżenie z kart, czy faktycznie moja przyszłość jest na tyle obiecująca, żeby nadal trenować i podnosić sobie jeszcze wyżej poprzeczkę w odległości wytrysku. Niemal w tej samej chwili, gdy wróżka Patrycja usłyszała o moim problemie notorycznego wzwodu, jej kolana zgieły się wpół, aby dokonać bezpośrednią wróżbę z pyty. Myślałem, że wróżba odbędzie się podobnie jak na Andrzejki, kiedy leje się wosk na wodę, przepowiadając przyszłość. Jednak w tym przypadku wróżbę odczytaliśmy ze spermy, która niemal całkowicie wypełniła oczodoły wróżbiarki. Tak oto po raz kolejny zostałem uświadomiony, że mogę zostać Championem w konkursie do którego się przygotowuję….

patrycja sex nad morzem

Zaraz po obaleniu winiacha w domowym zaciszu położyłem się spać, gdyż to winko nie zaspokoiło potrzeb mojego organizmowego od ośmiu dni non stop targanego alkoholem. Organizm nie miał już z czego produkować nowych zasobów spermy, więc postanowiłem wsunąć dwanaście surowych jajek na obiad. Jajka od dziada pradziada dobrze robiły męskim chędożnikom w nadrabianiu utraconej kondycji. Właśnie kończyłem szamanko, kiedy to do mojego mieszkania wbił się Psikuta – znany w nadmorskim światku gołokutasy ruchacz, który właśnie wracał ze sklepu nasienniczego z workiem głogu, żyta i ogórkiem. Psikuta zazwyczaj pracuje jako złotówa, jednak w każdej wolnej chwili udaje się urokom nauki jazdy samochodem. Lubi przygotowywać osiemnastolenie wymalowane licealne kurwiszcza do egzaminów, a co lepsze okazy miał czelność zapraszać na małe lizanko do pobliskiego parku czynu partyjnego im. Ludwika Waryńskiego. Nie odpuszczał tym fajniejszym, ciekawszym okazom, których majtki gromadził po każdym takim spotkaniu w swej szafie. Dlatego też jak się weszło do mieszkania Psikuty, zawsze w nozdrza uderzał zapach śledzia, wywołując łzawienie oczu, a czasem nawet epilepsję. Psikuta wpadł do mej zamelinowanej kanciapy aby się pochwalić, że właśnie zapisała się do niego na kurs 2 v-ce miss ziemi pomorskiej, która pragnęłaby się jak najszybciej nauczyć jeździć. Prawo jazy miało by jej służyć jako dokument uprawniający do poruszania się pojazdem marki polonez pick up rocznik 1987, będący własnością jej rodziców a służący do przewożenia buraków, marchwii i cebuli na gdańskie targowisko miejskie. Jak na urodziwą wieśniarkę przystało, Patrycja mogła poszczycić się także wspaniałymi wargami, jędrnym biustem i wykształtowanym tyłeczkiem, który klepali jej szkolni koledzy. Tą opowieścią ze śliną na ustach Psikuta zakończył stwierdzeniem… trzeba będzią ją zerżnąć. Tym sposobem za dwie i pół godziny siedzieliśmy właśnie w samochodzie służbowym Psikuty, gdzie postanowiliśmy tak zakręcić nowopoznaną dupeczkę, aby ją klepnąć tam gdzie trzeba. Tego dnia słońce paliło tak mocno, że niemal wypalało nam przełyki. Toteż w międzyczasie postanowiłem wyskoczyć do pobliskiego tanzenbaru po jakiegoś browara. Kilkudniowa libacja mocno wdała mi się we znaki, gdyż zaraz po wypiciu dwóch łyków Dragona sprzedawanego zazywczaj w sklepach Lider Prajs, puściłem panoramicznego hafta, nie oszczędzając przy tym siedzących przy barze turystów z Lichtensteinu. Przepraszając w dwunastu językach, ruszyłęm spowrotem do samochodu, gdzie Psikuta już nakręcał laskę na ruchanko. Na twarzy młodej Patrycji dało się zauważyć czerwoniutki jak winko Arizona rumieniec, a Psikuta właśnie rozpoczynał pokazówkę dotyczącą sposobu przekładania biegów. Niechcący musnął ją parę razy po kolanku, co spowodowało lekki zamęt w jej wyobrażeniu sposobu zdania egzaminu. Nie sądziła, że pomimo tylu afer korupcyjnych instruktorzy i egzminatorzy idą jeszcze na układy. Przymykając oko na coraz głębiej między uda przedostającą się rękę Psikuty, przełożyła szybko bieg z jałowego na pierwszy i… stanęliśmy w miejscu jak wryci. Psikuta niezapinając pasów naraził się na utratę trzeciego zęba górnej szczęki szlifując zębami dolne okolice pulpitu kierowniczego. Wszyscy przechodnie spojrzeli się na nas z politowaniem, a kursantka siedziała cicho, nie okazując zbędnego zażenowania własnymi umiejętnościami. W geście pojwdnawczym zgodziła się, a wręcz nawet nalegała, aby Psikuta poczuł się przez chwilę komfortowo. Dlatego stojąc w centrum miasta pan instruktor rozłożył poziomo przednie siedzenia, a usta kursantki postawiły freda flinstona na baczność. Lodowe struganie wichajstra trwało już parę minut, kiedy to Psijuta sprężając się i marszcząc strzelił prosto w przełyk Patrycji. Nasze spotkanie trwało jeszcze kilkadziesiąt minut, dzięki czemu finalnie na cały tydzień zostały zaspokojone potrzeby Psikuty..

W ROLI GŁÓWNEJ… PATRYCJA!

Pół żartem – pół serio wrzuciliśmy swoje majtochy do szafy i przebierając się w strój ekshibicjonisty ruszyliśmy na klatkowską. Tutaj zauważyła nas sąsiadka, która szmatą od zmywania klatówy zdzieliła nas po plerach za te wygłupy. Ruszyliśmy w trasę postraszyć nieco dupeczek. Zaraz za rogiem zauwazyliśmy patrol policji i żandarmerii, który nieco krzywo spoglądał na nas – wyglądających jakbyśmy uciekli od fryzjera albo z jakiegoś zakłądu psychiatrycznego. Długi płasz ledwo zakrywający nasze nagie łydki i klapki spod prysznica powodowały, że przechodnie pozdrawiali nas pukaniem w czoło. Nie zważając na zbieraczy złomu, którzy zaczepili nas pod sklepem i namolnie zapraszali na winiacho, uderzyliśmy w pobliże plaży dla nudystów. Idąc przez las w kierunku wydm, natknęliśmy się na stado dzików przebiegających w poprzek, a tuż za nimi biegło kilka tchórzofretek, bawół i parę wiewiórek. Tak się nieszcześliwie stało, że jedna z wiewiórek samowolnie oddalając się od stada wbiegła kumplowi pod płaszcz i łapiąc się zwisającej pod płaszczem pyty i wyrywając cały bujny zarost łonowy. Kumpel Psikuta nieco ponarzekał na zły los który go spotkał, a zdejmując resztki pozostałych włosów łonowych z pyty rzucił parę razy mięchem na zły, otaczający go świat, na to że ropa kończy się w Iraku, że pani Eleonora z naprzeciwka podejrzewa go o notoryczne obwąchiwanie psich zadów oraz na niekorzystny układ planet w tym roku. Niewątpliwie kosztowało go to sporo zdrowia. Jednak nie poddając się dalej ruszylismy w trasę. Ruszyliśmy brzegiem morza, gdzie pośród pływających zardzewaiłych puszek kąpały się dzieci dygnitarzy, przewodników miejskich i kolekcjonerów śmietnikowego złomu. Idąc dobre 4km w kierunku mola sopockiego zauwazyliśmy leżącą pośród drzew niewinną dupeczkę, która pomimo całkowitego braku osłonecznienia, próbowała złapać choćby promyk nadmorskiego solarium, wystawiając też twarz w kierunku wiejącej od morza bryzy. Jako że nieco jej twarz odstawała od pozostałych doczesnych członków jej ciała, toteż wpadła Psikucie w oko. Psikuta nieco najarany zapomniał nagle o niemiłej leśnej przygodzie – udał się szybko w kierunku niewiasty, pozostawiając za sobą płaszcz. Gdy podszedł nieco bliżej, zauważył iż laska ma nieco smarszczone, wysuszone i zaniedbane morskim wiatrem usta. Psikuta niewiele więcej kombinując uderzył prosto w śliniaka, pozostawiając rękę na jej pośladku. Tak gwałtowny obrót spraw spowodował, że przeniesłiśmy cały swój majdan nieco głębiej – w leśne chaszcze, zagajniki i czeluści. Tutaj na rozłożonym kocu Psikuta stawiając w trymiga swą pytę na sztorc zobowiązał się uraczyć napotkaną Patrycję sporą ilością drogocennego białka i doprowadzić do niemal dziewiczego stanu jej usta. Jak mówią tak robią – Psikuta wywiązał się prawidłowo z obiecanego dowitaminizowania Patrycyjnej buzi, jednak nie poszło mu to łatwo. Kiedy już się wydawało, że pyta wystrzeli sporą ilością cennego płynu, nadszedł czas na przeniesienie się do przebieralni. Tu spora grupka osób czekała aby zmienić swe kolorowe bikini z farfoclami na koronkowe majtki z kołnierzem wytworzone na babcinej maszynie Singera. Pomimo sporej ilości osób oczekujących na przebiórkę, Psikuta postanowił zbolcować PAtrycję od tyłu w przebieralni. Jednak gdy zniecierpliwieni oczekiwaniem na swą kolej turyści zaczęli walić do drzwi – para przeniosła się 100m dalej do samochodu, gdzie PAtrycja zachowała spermopłyn z pyty Psikuty w swych ustach, aby i w przyszłości móc nawilżać nim swe spękane usta…

W ROLI GŁÓWNEJ… PATRYCJA!

Nawet się nie obejrzałem jak uderzyło mi 30 wiosen. Z Londka Zdroju Paker przysłał kartkę urodzinową z wielką murzyńską dupą na odwrocie. To nieuniknione, że wszyscy się zestarzejemy już wkrótce, ale fakt iż będę musiał wyciągać sztuczną szczękę z gęby podczas minety niezbyt mnie satysfakcjonuje. Poza tym męczący uwiąd starczy i problemy z prostatą a także choroba niedokrwienia mięśnia sercowego, zawał serca, hipotonia ortostatyczna, osteoporoza, choroba zwyrodnienia stawów i otępienie nie napawają mnie zbyt wielkim optymizmem. Póki co najważniejszą sprawą jest to, że ekipie podrywaczy zawsze pyta staje wtedy kiedy trzeba – i o to właśnie chodzi. Po wizycie na poczcie zaszliśmy całą ekipą do sklepu osiedlowego po parę flaszek na wieczór. Dobry Jaś trzeci sobieski leczy wszelkie smutki, koi ból i pozwala oddalić wszelkie choróbska, które czają się na każdym kroku – a wiadomo w tym wieku już coraz łatwiej o różnorakie dolegliwości. Kilka flaszek w połączeniu z czosnkiem i cebulą powodują, że przez najbliższy miesiąc nie powinna mnie zaatakować żadna choroba. Jednak pomysł zagryzania wódki czosnkiem i cebulą niezbyt się spodobał Long Dongowi, gdyż ten od małego do wódki stosował jedynie ogórki i kozie mleko. Dlatego też postanowiliśmy połączyć to wszystko, zmiksować i stworzyć jajecznicę na kozim mleku z ogórkami. W sklepie sympatyczna pani poinformowała nas grzecznie, iż jajek niestety już nie ma… a co to za jajecznica bez jajek?.. Poklepała nas jednak po ramieniu, informując, że ma kumpelę ze wsi pobliskiej, która bardzo często rozprowadza po naszym osiedlu ziemniaki, marchewki i jajka dzwoniąc po domofonach i marudząc z wiejskim akcentem. Tak się szczęśliwie składało iż właśnie tego dnia wieśniareczka miała robić rundkę z workiem ziemniaków po osiedlu. Ucieszyliśmy się z tego powodu, gdyż od lat nie jedliśmy wiejskich jajek, a jeśli by wieśniareczka okazała się patrzącą kuso dobrze zbudowaną kobitą, to można by było nakręcić epizodzik. A czemuż by nie… Wracaliśmy już do domu kiedy to Long Dong wywalił szlifa o zardzewiałą rurę od ławeczki osiedlowej. Nieszczęśliwie lądując na glebę Long Dong podparł się ręką o chodnik, na którym dwie godziny wcześniej suczka pani Krystyny z parteru odprężyła mięśnie swego odbytu, uwalniając wielką rzadką kupę. Long dong przytarł sobie lekko twarz a cała jego ręka wylądowała we wspomnianej kupie. śmiechu było co nie miara, ale jeszcze przez ponad 3h całe mieszkanie śmierdziało psimi odchodami. Siedzieliśmy kulturalnie przy kolejnej już flaszeczce kiedy to przypomniał mi się kawał jak to do niewielkiego sklepiku muzycznego przy lubelskim deptaku wchodzi znany warszawski kolekcjoner ludowych instrumentów muzycznych z całego świata. Pyta – Czy dostanę u was – pyta wyniośle – wygarbowaną skórę kozy do polskich tradycyjnych dudów? – Niestety nie mamy – odpowiada sprzedawca.. – No pewnie skąd w takim grajdole byłaby wygarbowana kozia skóra – komentuje wybitny specjalista – A może jest bejcowana skorupa żółwia do kongijskiego conca? – Nie – Cóż za pipidówa – mruczy pod nosem klient – To może chociaż znajdzie pan czesane włosy z końskiego ogona do irlandzkiej harfy celtyckiej? – Przykro mi – odpowiada poirytowany sprzedawca – Ale mogę panu zaproponować świeżutkie krowie pizdy do niemieckich harmonijek ustnych. Long dong spadł z krzesła podczas płaczu ze śmiechu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wtedy przypomnieliśmy sobie, iż miała nas odwiedzić laska z jajkami. Tak się faktycznie stało. Do mieszkania weszła skąpo ubrana wieśniareczka, prezentując jajka z własnej stodoły. Bardzo się nam te jajka spodobały na tyle, że postanowiliśmy porównać ich rozmiar z jajkami Long donga. Te okazały się znacznie bardziej okazałe od jajec wiejskich. Fakt, iż bardzo miło nam się rozmawiało, skusił nas do tego, by zapoznac się dogłębnie z wiesniareczką, którą Longdong powalił na glebę jednym ruchem pyty. Wiochmenka zaraz ruszyła do wylizywania członka, po czym bardzo kulturalnie nadstawiła pupcię w sam raz aby ją klepnąć. Pląsy i dąsy trwały jeszcze dobrą godzinę, kiedy to Longdog postanowił finalnie strzelić ze swej dwudziestoparocentymetrowej pyty. Zadowolone towarzystwo dokończyło biesiadę urodzinową przy dźwiękach doktora albana i ich troje z kaset taktu zakupionych przed dziesięciu laty.!

W ROLI GŁÓWNEJ… PATRYCJA!

Austriacy twierdzą, że to właśnie w ich pięknej ojczyźnie bije serce Europy. A sercem Austrii jest oczywiście Wiedeń, ze swymi zabytkami, melodiami najsłynniejszych walców i wszędobylskimi natrętnymi zbieraczami puszek i innego fajansu. Złośliwa plotka głosi, że Schoenbrunn zaprojektowano po to, aby dowieść, jak wiele pokoi może zmieścić się pod jednym dachem. Tonący w starannie wypielęgnowanym ogrodzie zespół pałacowy jest jednym z najważniejszych symboli miasta, zaraz po katedrze św. Stefana. Wiedeń to miasto, gdzie można odetchnąć w cieniu cudownych ogrodów, popatrzeć na laseczki, a jednocześnie obcować z tym, co najwspanialsze – z kulturą, sztuką i dupeczkami. Austria ma także wspaniałe wesołe miasteczka… W największym miasteczku uciech spotkaliśmy polską studentkę. Od tylca bardzo ładnie wyglądała.. jej ślicznie zaokrąglone kształty od razu zwróciły nasze zainteresowanie. Laska zaprosiła nas do siebie do hotelu… Strasznie porno i duszno było tego roku w Wiedniu – a dodatkowo temperaturę podnosiło dobre austriackie piwko… Panna wkrótce po zapoznaniu rozchyliła swe ujędrnione uda ukazując nam swojego pięknie ogolonego bobra! Cóż .. nie było chwili do stracenia.. Zabraliśmy się za smakowanie studenckiej cipeczki… Jazda była na maxa.. Spociłem się jakbym miał 2 godzinne zatwardzenie… Ale na szczęście całość naszej znajomości zakóńczyłem ślicznym i wylewnym strzałem w twarz naszej znajomej. Najważniejsze, że w razie jakby co na przyszłość .. to mamy nocleg w Wiedniu z lodzikiem GRATIS!

PATRYCJA

PATRYCJA

FORMAT FILMU: AVI
ROZMIAR FILMU: ~100 MB
Jako że Chuck Norris pojawił się niemal w każdej dziedzinie życia przeciętnego Polaka, dokonując rzeczy niemożliwych do wykonania dla przeciętnego śmiertelnika, takoż i wdarł się niezauważenie w kadr blow-jobowej kamery. Z nowym rokiem postanowiłem podjąć wyzwanie, aby codziennie dać ulgę swemu nadjądrzu, by dobrze przygotować się do corocznych zawodów na najdalszy wytrysk, które odbywają się co roku. Aktualnym rekordzistą jest Horst Schultz, który osiągnął 5 m 71 cm. Jest on także rekordzistą jeśli chodzi o wysokość: 3 m 75 cm oraz o prędkość wytrysku: ok. 68,7 kmh. Co to jest dla takiego onanizatora jak ja… rekord w tym roku zostanie pobity! Jest też bardzo interesujący rekord, który może pobić jedynie Chuck, który wystąpił w naszym epizodzie – najdłuższe wiatry Bernard Clemmens z Londynu wydawał krępujący odgłos z odbytu przez 2 minuty 42 sekundy. Niesamowite… Nieprawdaż? Ale tego akurat rekordu nie zamierzam pobijać. Pomimo ostatnich nieprzychylności, których zaznałem w postaci notorycznego braku opadania penisa ze wzwodu, nie poddałem się i poszedłem z tym do wróżki, aby miec wiedzę na temat możliwości pobicia rekordu na najdalszy wytrysk. Kiedy wszedłem do biura wróżki, która przyjmowała petentów w swoim mieszkaniu, oczom mym ukazał się wszechniepokonalny Chuck. Obraz Chucka rozmył się tak szybko, jak tylko się pokazał. Pozostało po nim jedynie kubańskie cygaro, którego zwykł używać Bill Clinton, a teraz palił je sam Chuck. Lekko zdezorientowana wróżka poinformowała mnie tylko, że sam Chuck był u niej tylko po to, by wbić gwóźdź w ścianę z półobrotu, gdyż ściany noścne były na tyle twarde, że wiercenie wiertarką udarową było bezowocne. Zostałem zaproszony do środka, gdzie poprosiłem o wywróżenie z kart, czy faktycznie moja przyszłość jest na tyle obiecująca, żeby nadal trenować i podnosić sobie jeszcze wyżej poprzeczkę w odległości wytrysku. Niemal w tej samej chwili, gdy wróżka Patrycja usłyszała o moim problemie notorycznego wzwodu, jej kolana zgieły się wpół, aby dokonać bezpośrednią wróżbę z pyty. Myślałem, że wróżba odbędzie się podobnie jak na Andrzejki, kiedy leje się wosk na wodę, przepowiadając przyszłość. Jednak w tym przypadku wróżbę odczytaliśmy ze spermy, która niemal całkowicie wypełniła oczodoły wróżbiarki. Tak oto po raz kolejny zostałem uświadomiony, że mogę zostać Championem w konkursie do którego się przygotowuję….

Zwiastun epizodu Dostęp do pełnego filmu

patrycja


WEJDŹ Pół żartem – pół serio wrzuciliśmy swoje majtochy do szafy i przebierając się w strój ekshibicjonisty ruszyliśmy na klatkowską. Tutaj zauważyła nas sąsiadka, która szmatą od zmywania klatówy zdzieliła nas po plerach za te wygłupy. Ruszyliśmy w trasę postraszyć nieco dupeczek. Zaraz za rogiem zauwazyliśmy patrol policji i żandarmerii, który nieco krzywo spoglądał na nas – wyglądających jakbyśmy uciekli od fryzjera albo z jakiegoś zakłądu psychiatrycznego. Długi płasz ledwo zakrywający nasze nagie łydki i klapki spod prysznica powodowały, że przechodnie pozdrawiali nas pukaniem w czoło. Nie zważając na zbieraczy złomu, którzy zaczepili nas pod sklepem i namolnie zapraszali na winiacho, uderzyliśmy w pobliże plaży dla nudystów. Idąc przez las w kierunku wydm, natknęliśmy się na stado dzików przebiegających w poprzek, a tuż za nimi biegło kilka tchórzofretek, bawół i parę wiewiórek. Tak się nieszcześliwie stało, że jedna z wiewiórek samowolnie oddalając się od stada wbiegła kumplowi pod płaszcz i łapiąc się zwisającej pod płaszczem pyty i wyrywając cały bujny zarost łonowy. Kumpel Psikuta nieco ponarzekał na zły los który go spotkał, a zdejmując resztki pozostałych włosów łonowych z pyty rzucił parę razy mięchem na zły, otaczający go świat, na to że ropa kończy się w Iraku, że pani Eleonora z naprzeciwka podejrzewa go o notoryczne obwąchiwanie psich zadów oraz na niekorzystny układ planet w tym roku. Niewątpliwie kosztowało go to sporo zdrowia. Jednak nie poddając się dalej ruszylismy w trasę. Ruszyliśmy brzegiem morza, gdzie pośród pływających zardzewaiłych puszek kąpały się dzieci dygnitarzy, przewodników miejskich i kolekcjonerów śmietnikowego złomu. Idąc dobre 4km w kierunku mola sopockiego zauwazyliśmy leżącą pośród drzew niewinną dupeczkę, która pomimo całkowitego braku osłonecznienia, próbowała złapać choćby promyk nadmorskiego solarium, wystawiając też twarz w kierunku wiejącej od morza bryzy. Jako że nieco jej twarz odstawała od pozostałych doczesnych członków jej ciała, toteż wpadła Psikucie w oko. Psikuta nieco najarany zapomniał nagle o niemiłej leśnej przygodzie – udał się szybko w kierunku niewiasty, pozostawiając za sobą płaszcz. Gdy podszedł nieco bliżej, zauważył iż laska ma nieco smarszczone, wysuszone i zaniedbane morskim wiatrem usta. Psikuta niewiele więcej kombinując uderzył prosto w śliniaka, pozostawiając rękę na jej pośladku. Tak gwałtowny obrót spraw spowodował, że przeniesłiśmy cały swój majdan nieco głębiej – w leśne chaszcze, zagajniki i czeluści. Tutaj na rozłożonym kocu Psikuta stawiając w trymiga swą pytę na sztorc zobowiązał się uraczyć napotkaną Patrycję sporą ilością drogocennego białka i doprowadzić do niemal dziewiczego stanu jej usta. Jak mówią tak robią – Psikuta wywiązał się prawidłowo z obiecanego dowitaminizowania Patrycyjnej buzi, jednak nie poszło mu to łatwo. Kiedy już się wydawało, że pyta wystrzeli sporą ilością cennego płynu, nadszedł czas na przeniesienie się do przebieralni. Tu spora grupka osób czekała aby zmienić swe kolorowe bikini z farfoclami na koronkowe majtki z kołnierzem wytworzone na babcinej maszynie Singera. Pomimo sporej ilości osób oczekujących na przebiórkę, Psikuta postanowił zbolcować PAtrycję od tyłu w przebieralni. Jednak gdy zniecierpliwieni oczekiwaniem na swą kolej turyści zaczęli walić do drzwi – para przeniosła się 100m dalej do samochodu, gdzie PAtrycja zachowała spermopłyn z pyty Psikuty w swych ustach, aby i w przyszłości móc nawilżać nim swe spękane usta… . DALEJ >>

patrycja


WEJDŹ Nawet się nie obejrzałem jak uderzyło mi 30 wiosen. Z Londka Zdroju Paker przysłał kartkę urodzinową z wielką murzyńską dupą na odwrocie. To nieuniknione, że wszyscy się zestarzejemy już wkrótce, ale fakt iż będę musiał wyciągać sztuczną szczękę z gęby podczas minety niezbyt mnie satysfakcjonuje. Poza tym męczący uwiąd starczy i problemy z prostatą a także choroba niedokrwienia mięśnia sercowego, zawał serca, hipotonia ortostatyczna, osteoporoza, choroba zwyrodnienia stawów i otępienie nie napawają mnie zbyt wielkim optymizmem. Póki co najważniejszą sprawą jest to, że ekipie podrywaczy zawsze pyta staje wtedy kiedy trzeba – i o to właśnie chodzi. Po wizycie na poczcie zaszliśmy całą ekipą do sklepu osiedlowego po parę flaszek na wieczór. Dobry Jaś trzeci sobieski leczy wszelkie smutki, koi ból i pozwala oddalić wszelkie choróbska, które czają się na każdym kroku – a wiadomo w tym wieku już coraz łatwiej o różnorakie dolegliwości. Kilka flaszek w połączeniu z czosnkiem i cebulą powodują, że przez najbliższy miesiąc nie powinna mnie zaatakować żadna choroba. Jednak pomysł zagryzania wódki czosnkiem i cebulą niezbyt się spodobał Long Dongowi, gdyż ten od małego do wódki stosował jedynie ogórki i kozie mleko. Dlatego też postanowiliśmy połączyć to wszystko, zmiksować i stworzyć jajecznicę na kozim mleku z ogórkami. W sklepie sympatyczna pani poinformowała nas grzecznie, iż jajek niestety już nie ma… a co to za jajecznica bez jajek?.. Poklepała nas jednak po ramieniu, informując, że ma kumpelę ze wsi pobliskiej, która bardzo często rozprowadza po naszym osiedlu ziemniaki, marchewki i jajka dzwoniąc po domofonach i marudząc z wiejskim akcentem. Tak się szczęśliwie składało iż właśnie tego dnia wieśniareczka miała robić rundkę z workiem ziemniaków po osiedlu. Ucieszyliśmy się z tego powodu, gdyż od lat nie jedliśmy wiejskich jajek, a jeśli by wieśniareczka okazała się patrzącą kuso dobrze zbudowaną kobitą, to można by było nakręcić epizodzik. A czemuż by nie… Wracaliśmy już do domu kiedy to Long Dong wywalił szlifa o zardzewiałą rurę od ławeczki osiedlowej. Nieszczęśliwie lądując na glebę Long Dong podparł się ręką o chodnik, na którym dwie godziny wcześniej suczka pani Krystyny z parteru odprężyła mięśnie swego odbytu, uwalniając wielką rzadką kupę. Long dong przytarł sobie lekko twarz a cała jego ręka wylądowała we wspomnianej kupie. śmiechu było co nie miara, ale jeszcze przez ponad 3h całe mieszkanie śmierdziało psimi odchodami. Siedzieliśmy kulturalnie przy kolejnej już flaszeczce kiedy to przypomniał mi się kawał jak to do niewielkiego sklepiku muzycznego przy lubelskim deptaku wchodzi znany warszawski kolekcjoner ludowych instrumentów muzycznych z całego świata. Pyta – Czy dostanę u was – pyta wyniośle – wygarbowaną skórę kozy do polskich tradycyjnych dudów? – Niestety nie mamy – odpowiada sprzedawca.. – No pewnie skąd w takim grajdole byłaby wygarbowana kozia skóra – komentuje wybitny specjalista – A może jest bejcowana skorupa żółwia do kongijskiego conca? – Nie – Cóż za pipidówa – mruczy pod nosem klient – To może chociaż znajdzie pan czesane włosy z końskiego ogona do irlandzkiej harfy celtyckiej? – Przykro mi – odpowiada poirytowany sprzedawca – Ale mogę panu zaproponować świeżutkie krowie pizdy do niemieckich harmonijek ustnych. Long dong spadł z krzesła podczas płaczu ze śmiechu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wtedy przypomnieliśmy sobie, iż miała nas odwiedzić laska z jajkami. Tak się faktycznie stało. Do mieszkania weszła skąpo ubrana wieśniareczka, prezentując jajka z własnej stodoły. Bardzo się nam te jajka spodobały na tyle, że postanowiliśmy porównać ich rozmiar z jajkami Long donga. Te okazały się znacznie bardziej okazałe od jajec wiejskich. Fakt, iż bardzo miło nam się rozmawiało, skusił nas do tego, by zapoznac się dogłębnie z wiesniareczką, którą Longdong powalił na glebę jednym ruchem pyty. Wiochmenka zaraz ruszyła do wylizywania członka, po czym bardzo kulturalnie nadstawiła pupcię w sam raz aby ją klepnąć. Pląsy i dąsy trwały jeszcze dobrą godzinę, kiedy to Longdog postanowił finalnie strzelić ze swej dwudziestoparocentymetrowej pyty. Zadowolone towarzystwo dokończyło biesiadę urodzinową przy dźwiękach doktora albana i ich troje z kaset taktu zakupionych przed dziesięciu laty.! DALEJ >>

patrycja


WEJDŹ Austriacy twierdzą, że to właśnie w ich pięknej ojczyźnie bije serce Europy. A sercem Austrii jest oczywiście Wiedeń, ze swymi zabytkami, melodiami najsłynniejszych walców i wszędobylskimi natrętnymi zbieraczami puszek i innego fajansu. Złośliwa plotka głosi, że Schoenbrunn zaprojektowano po to, aby dowieść, jak wiele pokoi może zmieścić się pod jednym dachem. Tonący w starannie wypielęgnowanym ogrodzie zespół pałacowy jest jednym z najważniejszych symboli miasta, zaraz po katedrze św. Stefana. Wiedeń to miasto, gdzie można odetchnąć w cieniu cudownych ogrodów, popatrzeć na laseczki, a jednocześnie obcować z tym, co najwspanialsze – z kulturą, sztuką i dupeczkami. Austria ma także wspaniałe wesołe miasteczka… W największym miasteczku uciech spotkaliśmy polską studentkę. Od tylca bardzo ładnie wyglądała.. jej ślicznie zaokrąglone kształty od razu zwróciły nasze zainteresowanie. Laska zaprosiła nas do siebie do hotelu… Strasznie porno i duszno było tego roku w Wiedniu – a dodatkowo temperaturę podnosiło dobre austriackie piwko… Panna wkrótce po zapoznaniu rozchyliła swe ujędrnione uda ukazując nam swojego pięknie ogolonego bobra! Cóż .. nie było chwili do stracenia.. Zabraliśmy się za smakowanie studenckiej cipeczki… Jazda była na maxa.. Spociłem się jakbym miał 2 godzinne zatwardzenie… Ale na szczęście całość naszej znajomości zakóńczyłem ślicznym i wylewnym strzałem w twarz naszej znajomej. Najważniejsze, że w razie jakby co na przyszłość .. to mamy nocleg w Wiedniu z lodzikiem GRATIS! DALEJ >>

Podrywacze – patrycja

W ROLI GŁÓWNEJ… document.write( ‚PATRYCJA!’ )PATRYCJA!
Podrywacze.pl - Epizod Podrywacze.pl - Obrazek z epizodu

Podrywacze.pl - Obrazek z epizodu

Podrywacze.pl - Obrazek z epizodu

Podrywacze.pl - Obrazek z epizodu

document.write( ‚Co się działo w tym podrywie..’ )Co się działo w tym podrywie..

Pół żartem – pół serio wrzuciliśmy swoje majtochy do szafy i przebierając się w strój ekshibicjonisty ruszyliśmy na klatkowską. Tutaj zauważyła nas sąsiadka, która szmatą od zmywania klatówy zdzieliła nas po plerach za te wygłupy. Ruszyliśmy w trasę postraszyć nieco dupeczek. Zaraz za rogiem zauwazyliśmy patrol policji i żandarmerii, który nieco krzywo spoglądał na nas – wyglądających jakbyśmy uciekli od fryzjera albo z jakiegoś zakłądu psychiatrycznego. Długi płasz ledwo zakrywający nasze nagie łydki i klapki spod prysznica powodowały, że przechodnie pozdrawiali nas pukaniem w czoło. Nie zważając na zbieraczy złomu, którzy zaczepili nas pod sklepem i namolnie zapraszali na winiacho, uderzyliśmy w pobliże plaży dla nudystów. Idąc przez las w kierunku wydm, natknęliśmy się na stado dzików przebiegających w poprzek, a tuż za nimi biegło kilka tchórzofretek, bawół i parę wiewiórek. Tak się nieszcześliwie stało, że jedna z wiewiórek samowolnie oddalając się od stada wbiegła kumplowi pod płaszcz i łapiąc się zwisającej pod płaszczem pyty i wyrywając cały bujny zarost łonowy. Kumpel Psikuta nieco ponarzekał na zły los który go spotkał, a zdejmując resztki pozostałych włosów łonowych z pyty rzucił parę razy mięchem na zły, otaczający go świat, na to że ropa kończy się w Iraku, że pani Eleonora z naprzeciwka podejrzewa go o notoryczne obwąchiwanie psich zadów oraz na niekorzystny układ planet w tym roku. Niewątpliwie kosztowało go to sporo zdrowia. Jednak nie poddając się dalej ruszylismy w trasę. Ruszyliśmy brzegiem morza, gdzie pośród pływających zardzewaiłych puszek kąpały się dzieci dygnitarzy, przewodników miejskich i kolekcjonerów śmietnikowego złomu. Idąc dobre 4km w kierunku mola sopockiego zauwazyliśmy leżącą pośród drzew niewinną dupeczkę, która pomimo całkowitego braku osłonecznienia, próbowała złapać choćby promyk nadmorskiego solarium, wystawiając też twarz w kierunku wiejącej od morza bryzy. Jako że nieco jej twarz odstawała od pozostałych doczesnych członków jej ciała, toteż wpadła Psikucie w oko. Psikuta nieco najarany zapomniał nagle o niemiłej leśnej przygodzie – udał się szybko w kierunku niewiasty, pozostawiając za sobą płaszcz. Gdy podszedł nieco bliżej, zauważył iż laska ma nieco smarszczone, wysuszone i zaniedbane morskim wiatrem usta. Psikuta niewiele więcej kombinując uderzył prosto w śliniaka, pozostawiając rękę na jej pośladku. Tak gwałtowny obrót spraw spowodował, że przeniesłiśmy cały swój majdan nieco głębiej – w leśne chaszcze, zagajniki i czeluści. Tutaj na rozłożonym kocu Psikuta stawiając w trymiga swą pytę na sztorc zobowiązał się uraczyć napotkaną Patrycję sporą ilością drogocennego białka i doprowadzić do niemal dziewiczego stanu jej usta. Jak mówią tak robią – Psikuta wywiązał się prawidłowo z obiecanego dowitaminizowania Patrycyjnej buzi, jednak nie poszło mu to łatwo. Kiedy już się wydawało, że pyta wystrzeli sporą ilością cennego płynu, nadszedł czas na przeniesienie się do przebieralni. Tu spora grupka osób czekała aby zmienić swe kolorowe bikini z farfoclami na koronkowe majtki z kołnierzem wytworzone na babcinej maszynie Singera. Pomimo sporej ilości osób oczekujących na przebiórkę, Psikuta postanowił zbolcować PAtrycję od tyłu w przebieralni. Jednak gdy zniecierpliwieni oczekiwaniem na swą kolej turyści zaczęli walić do drzwi – para przeniosła się 100m dalej do samochodu, gdzie PAtrycja zachowała spermopłyn z pyty Psikuty w swych ustach, aby i w przyszłości móc nawilżać nim swe spękane usta… .

POBIERZ ZWIASTUN
Plik : patrycja.wmv (4.77 MB)

PEŁNY FILM
Plik : patrycja.avi (416 MB)
Plik : patrycja.wmv (184 MB)

Podrywacze.pl - Zrzut z filmu Podrywacze.pl - Zrzut z filmu Podrywacze.pl - Zrzut z filmu Podrywacze.pl - Zrzut z filmu
 

»» INNE DZIEWCZYNY ««