Archiwa kategorii: podrywaczki

podrywaczki, penetrator, wwierca się w waginę!

Pamiętam jak byliśmy jakieś dwadzieścia lat młodsi i z dzisiejszą ekipą podrywaczy chodziliśmy na krakowski rynek z dzisiejszym prezydentem podjadać krem z ciastek i wybijać szyby w witrynie sklepu pana Heńka, który nas notorycznie gnębił strzelając do nas z wiatrówki. Nie dalej jak parę dni temu gdy szedłem ulicą floriańską mimochodem zauważyłem załatwiającą swe grubsze potrzeby fizjologiczne turystkę prawdopodobnie z bloku wschodniego, gdyż na jej czapce widniał napis “myj żopu”. Speszyła się nieco, bo w tak publicznym miejscy zostawiać swe odchody nie było codziennym widokiem. Speszenie to uwidoczniło się w panoramicznym zabrudzeniu ściany budynku przy którym dokonywana była czynność. Przypomniały mi się właśnie wtedy lata, kiedy to nasz pan prezydent podobnie sfajdolił się tuż przy wejściu do cukierni pana Heńka. Kiedy Heniu próbował nas dogonić poślizgnął się na odchodach i wywalił szlifa o chodnik. Tego już było za wiele. Każda nasza następna wizyta w okolicach cukierni kończyła się pobrudzeniem naszych ubrań końskimi odchodami wystrzeliwanymi przez pana Heńka ze specjalistycznie zmontowanej wyrzutni. Raz tylko pamiętam, że na pakerskim karku wylądował połamany taboret, który później zabrał i poskładał paker w zaciszy swej drewutni. Nie miał wówczas ani struga, ani przecinaka ni wiertarki, więc szukał cały dzień jakiegoś mechanika ze sprzętem naprawczym, aż wreszcie znalazł pana Janka, który po naprawie spartaczonego krzesła chciał wykorzystac młodego pakera od tyłu, lecz ten na szczęście się wyrwał i dopiero po latach poczęstował pięścią pana Janka za to obmacywanie po genitaliach. Kiedy w zeszłym tygodniu przyjechała do mnie z wizytą stara kumpela z podstawówki – Kinga, nie wiedziałem jeszcze, że uwielbia, oprócz fascynacji ciepłym piwem z Żabki, wiercić, skrawać i borować. Jak się okazało – jej brat rodzony, który co wieczór wracał z alkoholowych osiedlowych libacji, lubił porzucać nieco meblami, przez co następnego dnia wiecznie narąbany ojczym Kingi miał wiele powodów aby odmówić restauracji zniszczonych mebli. Dlatego też Kinga od młodych lat zajmowała się rekonstrukcją zniszczonych krzeseł. Kiedy tak siedzieliśmy wieczorem przy czwartym winie marki J23, Kinga rozpoczęła poszukiwania uszkodzonych mebli bądź krzeseł. Widać, że jej fetysz nie pozwalał usiedzieć spokojnie na miejscu. Po długich poszukiwaniach oczywiście znalazła jedno stare, ledwo stojące krzesło, które uparłą się naprawić. Nic nie mogłem zrobić – a kolejna alpaga bramowa, którą spożyła jeszcze bardziej utwierdziła ją w przekonaniu, że musi spełnić swój samarytański obowiązek i naprawić mi w podzięce za gościnę wszystkie meble. Ruszyliśmy zatem z rańca w poszukiwaniu regionalnego fachowca od wiercenia i borowania. Idąc wzdłuż garaży na dzielni zauważyliśmy jakiegoś jegomościa krzątającego się z lewej na prawą stronę garażu. Kinga zagadała go o możliwość wywiercenia dziurki w desce. Widać gość akurat przygotowywał się do szlifowania stalagmita, gdyż widać było na jego biurku garść świerszczyków. Pan Tomasz ewidentnie zrozumiał iż Kindze chodzi o wywiercenie otworu między jej nogami. Więc śliniąc się mówił o możliwości pełnej penetracji jej dziurek swym wziernikiem dopochwowym. Tak oto nieśmiało po paru zachętach ruszył Pan Tomasz do wiercenia dziury montując skomplikowaną konstrukcję podłogową do szybu wiertniczego. Po wielu minutach walenia konia, obciągania i pełnej pomocy ze strony Kingi, Pan Tomasz spuścił się nieco nieszczęśliwie na Kingę, brudząc jej ciało swą cipełą spermą. Tak czy siak do wywiercenia dziury w desce potrzebowaliśmy poszukać kolejnego warsztatu…

podrywaczki, monter

Przygotowując nieco żarełka na zbliżające się święta – ruszyliśmy do pobliskiego hipermarketu, gdzie listopadowe znicze i bożonarodzeniowe bombki zostały zastąpione na końcówkach regałów wielkanocnym fajansem, zajączkami, zdetnymi figurkami z chińskiej porcelany, czy też baziami nieleglanie zerwanymi w borach tucholskich. My jednak ruszyłyśmy prosto na regały szukając kręconego maku i śmietany do zrobienia staropolskich ciast. Jak tradycja głosi – kto w poranek wielkanocny dobrego ciasta zapragnie – temu przez rok cały śnić się będą jędrne dupy i czerwone latarnie. Ponieważ nasza kumpela zobowiązała się do ukręcenia ciasta na ten poranek. Pamiętając zeszłoroczne święta, kiedy to na kacu po całonocnej orgii obudziliśmy się z kumpelami i zauważyłyśmy, że ta staropolska tradycja nie zostanie zachowana, gdyż ktoś rozbił ciasto przyszykowane na poranek na dupie śpiącego kumpla, wówczas nieco się załamaliśmy. Ale jako rzecze starowarmińska modyfikacja tego powiedzenia brzmi: kto w poranek wielkanocny dużo masła ubije – temu przez rok cały pyta stać będzie nawet kiedy wypije, dlatego też kolektywnie skacowni zaczęliśmy ubjać wówczas masło, dzięki czemu pyta wielka jak armata stała do samego lata. Zakupiwszy nieco golonki, kraty tyskiego, dwóch baleronów, kiełbasy, składników do ciasta i farbek do malowania jaj ruszyliśmy spowrotem do boju z przygotowaniem żarcia na nadchodzące święta. Jednak jak tylko przyszliśmy do kuchni, na podłodze zauważyliśmy wielką plamę wody cieknącą z lodówki. Okazało się, że nasza lodówka kompletnie odmówiła posłuszeństwa. Zadzwoniliśmy zatem po jakiegoś szpeca – fachowca od lodówek. Zjawił się zaraz po pół godzinie niewinnie wyglądający potencjalny jebaka stojąc koślawo w drzwiach. Jednak jego południowa karnacja wzbudziła we mnie nieco zainteresowania. A że było jeszcze dosyć zimno, toteż pomyślałam że ten śniadoskóry rozrabiaka mógłby mnie nieco spenetrować. Szpec zabrał się za dogłębny przegląd lodówki obmacując ją z każdej strony. Niestety stwierdził na tyle poważne uszkodzenie, że lodówka musiała zostać zbarana do jego zakładu. Koszt naprawy zepsutej lodówki wynosił prawie tyle co koszt naprawy lodówki nowej, ale że chłopak się pofatygował do nas, to postanowiłam mu to jakoś wynagrodzić. Zaprzęgłam go do kuchni, gdzie razem zaczęliśmy malowac wielkanocne jajka. A że nam miło się o jajkach rozmawiało, dlatego postanowiłam poprosić go o krótką prezentację jego jaj, które mogły w tym momencie mnie nieco zaskoczyć. Monter był bardzo konserwatywnie nastawionym do życia człowiekiem i dlatego wszelkie uroczystości związane z celebracją świąt zostawały przygotowywane przezeń już miesiąc wcześniej. Stawianie chuinki, wieszanie bombek, malowanie jajek czy mlaskanie bożonarodzeniowego pytonga dokonywał już z trzydziestodniowym wyprzedzeniem. Dlatego znając jego zwyczaje kulturowe naciągnełam go na krótką prezentację swoich dokonań ludowych. Monter bez wahania pokazał mi swoje jajka, które w ludowy biało-czerwony sposób zostały upiększone i przygotowane na święta Wielkiej Nocy. Ukazując nam jajka Monter postawił też na baczność swojego pytonga, więc zabrałam się do roboty. Podczas uciech w łózku zadowalaliśmy się także różnymi radosnymi zabawami wielkanocnymi. Jedną z takich zabaw był tzw. Żuraw – obrzędowa zabawa ze wschodniej części Lubelszczyzny polegająca na tym, że po południu w lany poniedziałek chłopcy zbierali się przed karczmą, chwytali się za biodra sąsiada i wydając okrzyki jak żuraw biegali za prowadzącym. Gdy ten raptownie skręcił – wszyscy upadali. Inną zabawą żywnie kultywowaną przez nas była zabawa polegająca na tym, że przeciwnicy siadają naprzeciw siebie i toczą pisanki � wygrywa ten czyja pisanka nie zostanie zbita. W nagrodę zabiera pisankę przeciwnika. Niestety zabawa polegająca na uderzaniu jajkiem o jajko partnera, a wygrywa ten zawodnik, którego jajko nie będzie zbite nie odbyła się z przyczyn formalnych – jako kobieta nie dysponuję jajkami. Tak oto celebrowaliśmy oboje przygotowania do świąt, na koniec wieńcząc je permowym śmingusem – dyngusem. Ale Luja!

podrywaczki, luca

Nastrojona pozytywnie bezbłędnym wyczynem włoskiego romatycznego zboczeńca o imieniu diego, który wyglądał jak obecny Diego Armando Maradonna – sławny argentyński kopacz, porzuciłam smutki dnia codziennego, które dręcząc mnie od rana nie pozwalały rzucić brązem o porcelanowe ucho. Nie było to żadne zatwardzenie, lecz kackupa wytworzona po wczorajszej orgii, w której brało udział 20 osób – w przeważającej ilości kobiet. Zrobiłyśmy z naszymi 5 facetami wióry z ich fallusów. Poprzez ten sympatyczny spocik mogłam poznać wielu długokutasych znajomych, a także parę okolicznych lachociągarek, które służbowo zazwyczaj poruszają się po korytarzach urzędów, czy bardziej wpływowych firm. Mój anus lekko zaczerwieniony po ostatniej nocy nie protestował jednak podczas podcierania i obmywania tyłka poczułam, że Józek wcale tak mocno nie rozjechał mi dupala, więc czując ulgę po finalnie skutecznie zakończonym rzucie o porcelanę, postanowiłam poruszać nieco paluszkiem swą vaginę, gdyż nikt z pięciu wczorajszych nieszczęśników pomimo wylewnego wytrysku, nie zdołał mnie, ani żadnej z koleżanek doprowadzić do ekstazy. Kłopocząc się około 15 minut ze swą nienasyconą cipką, stwierdziłam jednak że po co mam się przemęczać produkując się nadaremno. Postanowiłam zatem poszukać alterntywnych rozwiązań. Wyszukałam w książce telefonicznej firmy specjalizujące się w wytworzeniu maszyn rolniczych: kultywatorów, bron, rozrzutników czy kombajnów. Aktualnie 80% polskiej produkcji maszyn rolniczych wykupują włoskie firmy, toteż pomyślałam że uda mi się zwabić jakiegoś italiańskiego delegata na naszych ziemiach. W nadchodzący weekend miał też się odbyć zawody lekkoatletyczne w biegu przez przeszkody pod naciskiem goniącej ekipy skinheadów, moherowców i fanatyków ojca Tadzia z Torunia. Więc tym bardziej zwiększała się szansa na zapoznanie kogoś takiego jak Diego, włoskiego temperamentowego ruchacza bez zahamowań Pokręciłam się nieco po dworcu autobusowym, na którym to co godzinę przyjeżdzał autobus pełen włoskich kiboli, którzy mieli dopingować swych biegaczy. Wielu z nich przyjechało już wcześniej z powodu na problemy z zakwaterowaniem w wiejskich przybudówkach, hotelach klasy C i innych gorszej jakości apartamentach. Stojąc nieco zakłopotana na dworcu autobusowym zostałam trącona przez jakiegoś opryszczka ledwo co mogącego wypowiedzieć słowo przepraszam. Jednak po dłużyszym przypatrzeniu się kolesiowi i krótkiej rozmowie zapoznawczej, okazało się że jest to biznesmen z Sycylii, który przyjechał zakupić trzydzieści sześć ciągników wraz z maszyną do ukręcania sianokiszonki. Jako że zawody miały się odbyć za parę dni, a jego interes miał zostać sfinalizowany dopiero po zakończeniu całej imprezy, toteż chłopak postanowił pozwiedzać sobie nieco tą sławną na Europę całą krainę Lecha, Jarka, Romana i Andrzeja. Czemu nie… możemy pozwiedzać … mogłabym Cię oprowadzić po niektórych niedostępnych miejscach… ale najpierw bym chciała sprawdzić jaką masz długość penisa – pomyślałam szybko… Zaproponowałam Lucowi odwiedziny w moim skromnym mieszkanku. W międzyczasie Luca oddelegował swojego bonzo-alfonsa, który nosił jego bagaże do hotelu. W mieszkanku pięknie układała nam się konwersacja, a sama nauczyłam się prostych włoskich zwrotów. Korzystając z okazji, że udało mi się ściągnąć Lucę do siebie, postanowiłam tą sytuację wykorzystać i przebrałam się w odzienie, w którym zazwyczaj ćwiczę yogę, tai-chi i kamasutrę z sąsiadem. Widać było że na mój widok Luka przełknął ślinkę, a moje fikuśne majtochy rozbudziły w nim namiętne spojrzenia. Teraz jego oczy wędrowały z góry na dół, aż do momentu kiedy jego nos utkwił pomiędzy moimi wargami sromowymi. Ten biznesmeński maczugochuj zabrał się konkretnie do roboty, w odróżnieniu od polskich biznesmenów, którym nawet po długotrwałej prezentacji swojego wygolonego ciałka, nawet nie chce stanąć. Zupełnie jak w naszym hymnie – z ziemi włoskiej do Polski (choć ostatnio to ponoć z ziemi polskiej do Bolski) przewiózł w nadjądrzu wiele mililitrów spermy ten wiejski biznesmen. Nieważne czym się zajmował, lecz jak długiego miał penisa, to wiem tylko ja i ten fakt wystarczył mi w zupełności do obalenia mitu, że włoscy wiejscy ruchacze mają sprawnie działające kuśki.

podrywaczki, diego

Wiatr potargał mi dziś włosy, kiedy przechadzałam się po pobliskim parku, w którym wariowało stado bachorów, psy srały właśnie na chodniku zamiast na trawie, a wśród okolicznych chaszczy dało się słyszeć słowa “k**wa znowu ten c**j obniżył cenę skupu aluminium”, któremu towarzyszyło siarczyste bekanie. Od Wisły tej bezśnieżnej zimy biło w nozdrza moczem, który już niemal w 40% stanowił składnik rzeki. Kiedy pośród drzew pojawił się ekshibicjonista – nawet nim się nie przejęłam – gość też zdziwiony, że nie udało mu się nikogo nastraszyć spokojnym krokiem poszedł w stronę zbliżających się z naprzeciwka studentek. Ten nieco zachmurzony nastrój rozkminił jednak pewien jegomość, którego spotkałam. Początkowo nie mogłam skojarzyć kim jest ten sześćdziesięcioletni, łysiejący okularnik. Jednak po chwili zadumy stwierdziłam, że może to być Marek Żelechowski – znany z epizodów w serwisie podrywaczki.pl ruchacz. Marek siedział właśnie w parku pijąc alpagę bramową zagryzając przy tym chałwą, przywiezioną dziś rano na rynek przez ukraińców. Przysiadłam się do Marka, któego poznałam podczas kręcenia ostaniego z epizodów. Znając nawijkę tego cenionego pisarza posłuchałam chwilę jego wywodu o Włochach i winie, których i on sam jest wielkim fanem. Chianti – mówił Marek, chianti, chianti – śpiewali Wojciech Młynarski i Łucja Prus; chianti jest nam najbardziej ze wszystkich włoskich win znane, lecz Włochy to przecież różne morza win do wypicia. Tym drugim, prawdziwym oceanem, dość dobrze w Polsce znanym, są wszelkiego rodzaju spumante i frizzante, wina mniej lub bardziej musujące. Ze względu na bąbelki mówimy o nich niekiedy “szampan”, mylimy się gorzko. W przeważającej części (zwłaszcza tej, która do nas dociera) są to buzujące landrynki, płynne odpowiedniki buraków cukrowych, koglamogla, czy odpustowych lizaków. Na to nie ma rady, nobody is perfect; Włoch musi mieć codziennie swój kieliszek słodkiego musującego winiacha, który spełni jego potrzebę kiczu, wyrazi beztroskę, dobry humor i lekkość toczącego się dnia. Trzeba mu to darować, tak jak darujemy sobie chrapanie, brzydką sąsiadkę, czy wkurzających zbieraczy aluminium – wciągnąć wraz z nimi kieliszek prosecco i czekać, co się wydarzy lepszego. Zaczęłam słyszeć w głosie pana Marka że to chyba nie pierwsze winko tego dnia, zatem wraz z poprawiającą się pogodą i mi poprawił się humor. Udałam się zatem do okolicznych sklepów. Marek podąrzał gdzieś za mną, bo właśnie skończyła mu się flaszka. Idąc w kierunku jakiegoś sklepu stanął przedemną ciemnosóry brunet zapytując o pradwopodobnie o drogę, gdyż go nie zrozumiałam dokładnie mniej więcej tymi słowami (wolne tłumaczenie Marka, stojącego tuż przy mnie): Salutto Alcoholicco!(- Witam wszystkich Polaków.) Vale guppa(- Cieszę sie-) la viagra(-że jeszcze mogę-) blabla manipulazio.(-coś szczerze powiedzieć.) Grande betone(-Obecny Rząd-) spacero d�impotenzio,(-przechodzi trudności-) bobbo(-gdyż-gdyż-) maruderro allejaja(-ostatnie wydarzenia-) pornolo(-obnażyły-) vivaldidiletanto.(-skrzypienie władzy.) Uno lampucero(-Jedna posłanka-) espezia practico,(-nagrała rozmowę-) (?) alla striptizo,(-i pokazała-) Dobro a Ziobro(-że Prawo i SPrawiedliwość-) non orgasmo zamordenzio,(-nie daje rady rządzić,) a koperto fiutti(-werbując członków-) clicco interesante.(-innych partii.) Il dlatecco(- I dlatego-) xero curduplo directore,(-brat Prezydenta-) bonzo curduplo!(�) excomunico(-potępił-) Donaldo Plandecco,(-Platformę Obywatelską,) Gumofilco Karatte,(-Samoobronę,) a Morda Solare,(-i Andrzeja Leppera-) lamente:(-mówiącSmile Beretto furmane!(- Chłopie!) Ridzikko cikkore!(- Bój się Boga!) Uno curduplo labumcikcikko,(- Premier obiecuje-) la primo copulazio(-że jest w dobrych stosunkach-) Don Wonso Stiropiano.(- z Lechem Wałęsą.) Mega epilepsio,(- Jestem wstrząsnięty-) a studnia bexalala,(-i głęboko wzruszony-) sauna libacio.(-gorącym przyjęciem.) Zaprosiłam gościa do siebie do chacjendy, gdzie zrobił mi dość długi wywód. Spodobał mi się nieco ten starzejący się frędzel. Pomyślałam sobie jakby to było kręcić śmigłem takiemu gościowi o ciemnej karnacji… Dlatego postanowiłam sprawdzić jego reakcję, na dotyk moich ust do jego pytonga. Nie zdziwił się zbytnio kierując moją rękę na swoje krocze. Dalej sytuacja na tyle się rozwinęła, że sperma wystrzelona z pyty Diego zbryzgała wokół pokój pozostawiając też niemały ślad na moich ustach….

podrywaczki, diamond

Stary kumpel z dzielni – Diamond – wrócił właśnie z anglosaskich wojaży, a fakt że kieszenie jego pafnucych spodni wypełnione były niezliczonymi ilościami kapuchy, spowodował iż okoliczne menty zaczęły się kręcić wokół niego i jego samochodu. Niezbyt długo myśląc Diamond drapiąc się po jajach podczas przeglądania gazet z pomysłami na własny biznes – zdecydował się wreszcie na otwarcie własnego warsztatu samochodowego. Tym samym ubiegł nieco swoich znajomych, którzy namawiali go na inwestycję w plantację dyni, kupno traktora Bielarus, czy też włożenie pieniędzy na nieoprocentowane konto Szkolnej Kasy Oszczędności. Odwiedziłem zatem starego kumpla z flaszeczką janka 3 sobieskiego. Ten uwalony po uszy w smarze, syfie i wąglikach stary zbereźnik kuł właśnie ściankę w kanale wielkiego garażu, który właśnie wykupił i starał się dostosować do warsztatowych warunków. Silne uderzenia młota i przecinaka przerywane były siarczystymi bluzgami i drapaniem się po jajcach. Po rozpracowaniu 0,7l kumpel Diamond przyznał się, że od momentu powrotu do kraju pyta mu nie opada gdy widzi polskie fajne dupencje. A że nie dmuchał ostatnimi czasy żadnej dupci, toteż na myśl ostatnio coraz częściej mu przychodzi samozadowolenie. Ależ ile czasu można walić konia, skoro wokół krąży tyle zacnych dupek. Kiedy wypowiadał jeszcze ostatnie wyrazy zdania – do naszej kanciapy weszła jakaś klientka, kręcąc dupcią podeszła do Diamonda minąwszy mnie bez powitania. Gdy spojrzała mu w tą zarośniętą i brudną mordę, z której świeciły się jedynie oczy i zęby, odrzekła – trzymając w rękach deskę, iż pragnęłaby sobie tą deskę nieco przyciąć. Niewiele kombinując Diamond zaprosił śliczną klientkę do kanału w którym dokonywał ostatnich pociągnięć młotem. Seksownie wyglądająca lachociągara weszła nie podejrzewając niczego do środka, gdzie rzucił się na nią z jęzorem nasz głównych bohater. Chędożyć się zachciało widocznie obojgu, gdyż w mgnieniu oka przenieśli się pięterko wyżej na kocyk, który kilka dni wcześniej Diamond wyciągnął ze swojego fajnasiarskiego Wartburga, którego sprzedał po powrocie do ojczyzny. Posuwisto zwrotne ruchy, które odbyły się bez naoliwioania spowodował zachyt i zadośćuczynienie pragnień obojga. Piękny strzał w oko szybko zniknnął z oka sympatycznej dupeczki, a w międzyczasie Diamond przyciął obiecaną deseczkę do odpowiedniej długości… .

podrywaczki, liliput

Wychodząc z kanału naprawczego ten niewielkich rozmiarów człowiek, otarł się lekko swym długim centkowanym fallusem o drabinkę i poczuł, że pytong ma chęć na niezłą zabawę. Ileż można jechać na ręcznym, nie mając żadnej dupeczki pod ręką. Filozoficzne wywody z ksiązki Marka żelechowskiego – O psie który rozbił wino na schodach – którą właśnie kupił w kiosku wprowadziły go nieco w stan całkowicie innej świadomości. Takie właśnie pierdy strasznie go inspirowały. Absolut jest istotą samoistną, która wszystkie racje do swego istnienia ma w sobie. Tu ważna jest koncepcja ISTNIENIA ABSOLUTU. Czyli należałoby zapytać CZY ISTNIEJE TAKI BYT SAMODZIELNY W ISTNIENIU? Do problemu istnienia ISTNIENIA podchodzi się na dwa sposoby: FILOZOFICZNY i METAFILOZOFICZNY (język o języku, teoria o teorii, to metateoria). Otóż wielu filozofów, lub filozofujących logików sprawę istnienia, bądź nieistnienia rozstrzyga na poziomie nie języka, lecz metajęzyka, nie na teorii bytu, tylko na metateorii bytu. Przy czym jeśli chodzi o kryteri pojawia się mnóstwo możliwości, od kryterium, jak rzeczywiste, oczywiste  (np. to będę tylko uważać, uznawać za prawdziwe, co jest oczywiste), dalej to co jest intersubiektywnie oczywiste, dalej jest kryterium pochodzenia społecznego (wszystko jest prawdą co służy chłopu i robotnikowi) materializm dialektyczny, kryteria społeczne, pragmatyczne, utylitarne. Cała koncepcja łączenia prawdy z kryteriami jest odpowiedzialna za sceptycyzm. Utożsamienie, on próbował przez kryterium uznać dowód. Tymczasem i to się nie sprawdza, nie wystarcza samo sprowadzanie do kryterium. Definicja prawdy od razu wyklucza wszelkie kryteria, bo ona jest niediagnostyczna: Zdanie p jest prawdziwe gdy np. : zdanie: Życie na marsie jest prawdziwe gdy na Marsie jest życie. Nie ma kryteriów dla prawdy. Pierwsi sceptycy starożytni mylili kryteria z prawdą. Marzeniem małego liliputa było teraz spotkać autora tej książki i wejść z nim w dyskurs. Są pewne prawdy objawione, które chciał przekazać autorowi swoje rozmyślania w tym temacie. jednak czas już naglił i liliput musiał zdecydowanym ruchem ręki zdjąc wszelkie brudy spod napletka, drugą ręką zdjąć z siebie łachy, w które się zaszył przychodzac na swoją zmianę. Przechodząc koło kwiaciarni jeszcze chwilę pomyślał o swojej ślubnej. Myślał o prezencie dla niej i jaki w zamian mógłby uzyskać Lecz jeżeli żona tudzież dziewczyna zapyta się Ciebie jaki prezent chciałbyś dostać, to odpowiedź, że cycatą blondyneczkę na dwie godziny, nie jest najlepszą odpowiedzią. Nie przejął się jednak tym i uderzył jak zwykle po pracy prosto na PKS. Podczas jazdy i wesołego podskakiwania pewna dupeczka zaproponowała wszystkim współprasażerom lodzika. Zaskoczony tą propozycją niewielkiego wzrostu ruchacz poczuł się zaszczycony ofertą, co umożliwiło mu pełne pokazanie zdolności popychawczych. Na miejscu ten niewielkiego wzrostu ruchajdło wskoczył na laseczkę obsługując ja z każdej strony… Tak oto Liliput został nadwornym ruchaczem i podpisał kontrakt na kolejne odcinki…

podrywaczki, smoliwąs

Wąsem kręcąc smoliwąs wyszedł właśnie z dworcowego szaletu, gdzie odurzał się zapachem moczu i wymiocin miejscowej menelni. Siedział cicho przez ostatnią godzinę na klopie czytając gazetę dworcową, stanowiącą praktyczny poradnik domowy dla gospodyń wiejskich. Siedział na tyle długo, że tyłek przywarł mu nieco do muszli klozetowej, a wspomnień czar w tej sympatycznej atmosferze wywołał reminiscencję czasów studenckich kiedy to jako na jajecznicę studencką był bardzo prosty przepis: otworzyć lodówkę, podrapać jajka, zamknąć lodówkę. Jednak bardziej mu przypadły porady, które na codzień można przecież wykorzystać kręcąc się tu i ówdzie. Smoliwąs dowiedział się między innymi, iż regularne oddawanie stolca, częste opróżnianie pęcherza też dodatnio wpływają na samopoczucie kobiety. Trzeba też koniecznie i obowiązkowo mieć w domu oddzielną dużą miednicę do mycia się i mniejszą miedniczkę do podmywania, natomiast karmienie w miednicy prosiąt, cieląt lub kur jest niedopuszczalne. Do wycierania nóg powinno się mieć ręcznik lub czystą ściereczkę. Nie można używać do tego celu ścierek do garnków. W zasadzie powinno się chodzić jak najwięcej z gołą głową, jednak do przyrządzania posiłków i dojenia krów należy zakładać na głowę cienką chusteczkę. Pończochy i skarpety powinny być czyste, aby nie cuchnęły potem. Gdy się drą, trzeba je wycerować albo wprawić całe pięty, a nawet stopy z cholewki starej pończochy. Częstość zbliżeń małżeńskich jest zależna od wieku, temperamentu, stanu zdrowia, wykonywanej pracy itp. Nie ma co do tego jakichś szczególnych zaleceń poza tym, że najodpowiedniejsze są godziny wieczorne przed snem, aby małżonkowie mogli wypocząć do rana. Stroną kierującą w intymnym życiu małżeńskim jest mężczyzna, bo tak jest zbudowany i takie już jest prawo przyrody. Do obowiązków małżeńskich kobiety należy współuczestniczenie w zbliżeniu płciowym, a nawet troska o nadanie mu atrakcyjniejszej, bardziej estetycznej i higienicznej oprawy. Srodki zapobiegające ciąży (srodki antykoncepcyjne) można nabyć w każdej aptece bez recepty, inne dla mężczyzn, a inne dla kobiet. Dla mężczyzn są osłonki gumowe czy nylonowe, tak zwane prezerwatywy, lecz i ten środek nie jest całkowicie pewny, bo osłonka może pęknąć. Jak może mąż dbać o żonę? Po pierwsze: nie ciągać żony bez nadzwyczajnej potrzeby do ciężkich prac w polu i w obejściu. Weźmy przykładowo nakładanie na wóz gnoju lub rozrzucanie go po polu. Majtki powinna nosić w zimie i w lecie każda kobieta, młoda czy stara. Chronią one organy rodne kobiety przed przeziębieniem i przed dostaniem się do nich kurzu z różnymi zarazkami Można sobie u kupnych majtek podłużyć nogawki doszywając kawałki ze starych tegoż koloru lub dorobić szydełkiem czy na drutach. Majtki powinny być zawsze czyste. Aby się w kroku szybko nie zabrudziły i nie cuchnęły moczem, nie trzeba po oddaniu moczu podrywać się za prędko, ale osuszyć krocze specjalnym papierem higienicznym, ligniną czy kawałkiem starej, czystej szmatki. Praktyczne mężatki przygotowują sobie czyściutką szmatkę lub specjalny miękki ręcznik do wytarcia się od dołu zaraz po stosunku z mężem (ruchem w tył ciała), by nie wycierać się koszulą i nie brudzić pościeli. Podpaski można nabyć gotowe, ale każda kobieta może sobie także je bez żadnego kosztu sama uszyć. Głowę należy myć przynajmniej co 2-3 tygodnie specjalnym szamponem do włosów lub delikatnym mydłem. Gnidy – bardzo szpecą kobietę, bo są jakby szyldzikiem z napisem, że we włosach jest albo było robactwo. Nie powinno się trzymać w jamie ustnej zepsutych zębów ani korzeni – trzeba je usunąć. Gdy nie ma własnych zębów, powinno się wstawić zęby sztuczne. W lecie dobrze jest zwilżyć piasek czy trociny wrzątkiem odchody drobiu wnosi się potem do sieni i do izby. W dodatku w lecie ściągają do tych resztek chmary much z całej okolicy, cisnąc się drzwiami i oknami do kuchni, gdzie z nogami umazanymi w kurzym pomiocie łażą po naszym jedzeniu i wpadają w garnki. Nie można pozwolić na to, by tuż przed progiem dzieci załatwiały swoje potrzeby naturalne. Ustęp w obejściu potrzebny jest bardzo domownikom, a przede wszystkim kobietom, które bardziej narażone są na zaziębienie przy załatwianiu swojej potrzeby na dworze. Brak ustępu źle działa także na samopoczucie kobiety, bo zamiast wygodnie usiąść w ustępie, musi się rozglądać, aby jej kucającej ktoś nie naszedł. A i muchy przylatujące wprost z ludzkich, nie zakrytych, odchodów – najpierw kobiecie przy garnkach dokuczają. Kobieta, czując się odpowiedzialna za zdrowie rodziny i swoje, powinna być stanowcza w domaganiu się, żeby przy jej obejściu stał odpowiedni, szczelnie zbudowany ustęp zamykany, zakryty od dołu, aby wiatr nie podwiewał i muchy nie miały dostępu. Dorosłej, zdrowej osobie można zrobić lewatywę nawet w pozycji zgiętej jak do kopania ziemniaków. Po mniej więcej 5 minutach chory oddaje stolec. Te i inne metody dokończył odczytywać w momencie kiedy podczas jazdy PKSem jakiś gość poinformował go, że właśnie skręcamy z trasy aby zaciągnąć świeżego powietrza. Zauważył smoliwąs kątem oka, iż na tylnym siedzeniu leży jakiś nawalony facet, więc usilnie zaczął go budzić informując że właśnie skręciliśmy z trasy, a współpasażerka, z którą wszyscy jechali zaoferowała się do wylizywania potu spod jajek. Rachu ciachu wszyscy znaleźli się w mieszkaniu, gdzie już pierwsi ruchacze rozpoczęli popychanie. Kiedy nastał czas smoliwąsa – ten speszył się nieco, w międzyczasie lewą ręką przez majtki stawiając pytę na baczność. Kakaowe oko, o którym przez chwilę pomyślał wezbrało w nim wiele energii, która jednak szybko go opuściła, gdyż dowiedział się, że niestety nie będzie miał tej niewątpliwej przyjemności penetracji rdzawego oka współpasażerki. W tym momencie smoliwąs musiał przewać ten balet, a do rżnięcia już szykował się zwinny liliput.!

podrywaczki, borucha

Wracając jak zwykle znany w szerokim kręgu pisarzy, poetów, artystycznej śmietanki towarzyskiej jak i pośród leśników, związków i stowarzyszeń grzybiarzy, fanów jodeł świerków, modrzewi i limb wracał ze spotkania półliterackiego Marek Żelechowski zwany gajowym borucha. Spytacie dlaczego go tak nazywano? Bo … Wiadomo o co chodzi :D. Cień świadomości rzeczywistości, który mu pozostał tego poranka pozwolił mu na minięcie bardzo rozległym okręgiem grupy miejscowej żulerki, która pod sklepem czaiła się aby skroić właśnie takich ledwo ciepłych obywateli. Marek widząc patrol straży miejskiej i policji zdołał wypowiedzieć zwięzłe wyrażenie o wy ch.., otrzeźwił go nieco fakt, iż patrol skierował się w jego stronę grożąc mu palcem. Jednak zgubił ich w tłumie maskując się pośród zaspanej góniczej gawiedzi, która właśnie udawała się na ranną zmianę do kopalni odkrywkowej węgla kamiennego. Umorusany w  górniczej sadzy gajowy borucha odwiedził poblisku sklep monopolowy, gdzie duszkiem na miejscu wywalił browara, bo właśnie go zaczął już łapać kac, po czym żywszym klinowym krokiem udał się w kierunku dworca autobusowego, aby w końcu odwiedzić swoją kolejną małżonkę, oraz syna, któremu dzisiejszego dnia postanowił uświadomić ręcznie aby skończył z kryminalno – recydywistyczną ferajną i zabrał się za coś pożytecznego – pisanie książek, układanie towarów w hipermarkecie lub też zbieranie nadgniłych spadów jabłek w gospodarstwach rolnych. Tuż po dojściu do dworca i wykupieniu biletu oddał się uciesze uwolnienia moczu pod dworcowym murem. Pogrzebał chwilę w kieszeni, gdzie znalazł zawieruszony kiep z ostatniej imprezy. Paląc końcówkę extra mocnego przełożył jajka z nogawki do nogawki, gdyż zakładając gacie po pijaku nie zauważył żółto-brązowych plam i zgodnie z zasadą żółte na przód, brązowe na tył winien być założyć majtochy na tyłek. Nie zważając jednak na aktualne niedogodności Marek ruszył dalej odwiedzając po drodze kiosk, gdzie na pierwszej tapecie leżała codzienna szmatława gazeta. Na ostatniej stronie widniało zdjęcie nawalonego w 3d Marka obmacującego jakąś małolatę pod tutejszą dyskoteką. Zbystrzał wnet Marek orientując się że albo ktoś go robi w babmbuko albo to fotomontaż. Z nieco podniesionym ciśnieniem udał się na pobliski przystanek PKS, gdzie czekała sympatyczna ciemnowłosa dupeczka. Klepiąc laskę po tyłeczku, zaraz po wejściu do PKSu pomyslał sobie – normalnie ją za cipę złapałem, ale żeby od razu o tym w gazetach pisać… coś tu było nie tak.. Tuż obok artykułu dotyczącego ataku dwudziestocentymetrowych penisów na lokalny sexshop, które dziurawią prezerwatywy. Cóż.. nie ma co brać do głowy takich bzdetnych informacji. Zabarłożył się Pan Marek gdzieś na ostatnich siedzieniach PKSowego dyliżansu. W alkofetorze jazda mijała bardzo szybko, kiedy to po raz kolejny ktoś poruszył Marka za nogawkę, ten zamachnął się, lecz jego ręka zatrzymała się tuż przed twarzą wąsatego gościa, który spytał czy aby przypadkiem nie zachciało by mu się popchnąć od tyłu atrakcyjną dupeczkę. W jednym momencie przez jego głowę przeleciało stado myśli, bił się z wizją kolejnej kompromitacji w gazetach, więc początkowo Marek stwierdził, że nigdzie nie idzie. Lecz kiedy uzmysłowił sobie, że miałby właśnie lekko popchnąć laskę, której dał klapsa tuż przy wejściu do PKSu – to czemużby nie. Marek obudził się, kiedy już cała ferajna siedziała przy stole sącząc energetyczne soki. Zza pazuchy wyłoniła się flaszeczka Marka, którą obalił niemal duszkiem, a wyjmując sztuczną szczękę na stół zabrał się odrazu za minetkę. Bez ogródek wkleił swe ślepia w uda Magdy podróżniczki, która tego dnia miała nietęgie zadanie. Po dokonaniu czynu lubieżnego wielki krakowski poeta zrobił wywód na temat swojej prostaty, swych książek i życia wogóle. Wszyscy pasażerowie zgodzili się zakupić Markowe książki, z których dochód przejdzie na pokrycie długów Marka… !

podrywaczki, kolczykochujec

Kolczykochujec znany w środowisku spawaczy jako bezwzględny i bezkompromisowy libator i monter różnego rodzaju udziwnień w swoim domu, jechał tego dnia jak zwykle pksem do roboty. Jako że dość długo musiał czekać na przyjazd spóźnionego autobusu, to przepuścił wchodzącą do środka dupeczkę, po czym opierniczył kierowcę za to oczekiwanie. Kolczykochujec rozmyślał właśnie o planach zamontowania nowego rodzaju zestawu konstrukcji rur w domu, które umożliwiałyby mu zdalne sterowanie mechanizmem montującym kolczyki i inne piercingowe zestawy w dowolne miejsca ciała. Kolejnym etapem urozmaicenia całego zestawu byłoby wprowadzenie możliwości bodypaintingu w wewnętrznych wargach sromowych, co wymaga bardzo precyzyjnych narzędzi, a byłby to wynalazek na skalę światową. Aktualnie oprócz swoich kolczyków w jajkach oraz żołądziu, Kolczykochujec mógł pochwalić się kilkunastoma kolczykami w uszach, nosie, brwiach, powiekach, odbycie. Jednak na codzień do pracy spawalniczej preferował jedynie wygodnie okolczykowanie jajek i uszu. Zmieniając co chwilę nogę na nogę – gdyż nowy kolczyk przygniatał mu prawe jajo – kolczykochujec dostrzegł iż dupeczka, którą przepuścił przed wejściem do autobusu przeczesuje się masując sutki. To ewidentnie utrzymało go w przekonaniu iż dzisiejszy dzień spędzi dość obficie rozrzucając spermę po kątach. I miał rację. Za niedługi czas kierowca poinformował wszystkich pasażerów, że zamierza zboczyć z trasy aby wszyscy pasażerowie płci męskiej skosztowali cipki jedynej pasażerki na pokładzie. Przez chwilę zastanowił się kto przespawa dziś przedni zderzak w tirze w robocie, lecz po chwili zadzwonił do kierownictwa z informacją, że bierze dziś urlop kacowy. Cała ekipa pojechała do chacjendy pod lasem, gdzie siedząc przy energetycznych napojach każdy z pasażerów już sobie wyobrażał jakby tu cyknąć tą sympatyczną współprasażerkę… Kiedy nadszedł czas kolczykochujca, ten ściągnął gacie ukazując pełne okolczykowanie w całej swej krasie. Ssańsko, macańsko i po kilkunastu minutach kolczykochujec mógł już kulturalnie rozrzucać spermę po wszystkich kątach pokoju…. !

podrywaczki, łysol

Z gąszcza pasażerów, którzy postanowili uprowadzić pks wyłonił się kolejny kandydat do zerżnięcia. Łysy misiowaty młody rzezimeszek dość przypadkiem trafił do PKSu, którym podróżowali kandydaci do zerżnięcia. Łysol chciał tylko pojechać autobusem do fryzjera, lecz wsiadł do nieodpowiedniego autokaru. Tuż przed wejściem do autobusu jakiś stary moher poinformował go błędnie, iż ten autobus jedzie w kierunku Drwala, gdzie Łysol chciał sobie wystrugać kija baseballowego. Jako że jest starym kibolem – chuliganem i lubi obijać buźki starym babciom. Tym razem nie miał takiej możliwości, gdyż autobus już odjechał mu bardzo daleko. Lekko poddenerwowany Łysol w drodze w siną dal rozmyślał jakby tu spędzić noc z koleżanką z klasy, która właśnie przyjechała na zlot wampirów do Krakowa. Kumpela była starą fanką klimatów BDSM i podobnych, więc Łysolowi pozostało jednynie rozmyślanie czy w osiedlowym sexshopie zakupić wibrator analny, imadło, czy też bieliznę skórzaną i bat. W międzyczasie Łysol zauważył niezłą dupę siedzącą z przodu, której jakiś namolny brodacz ciągle coś nawijał na ucho. Łysol pomyślał że chętnie pyknął by taką dupencję od tylca – jeśli tylko jego penis poniżej przeciętnych rozmiarów wytrzymałby taką próbę rozciągania. Kiedy zdziadziały brodacz podszedł do kierowcy ten momentalnie się zatrzymał inforumjąc wszystkich pasażerów, że właśnie on i jego wspólpasażer mają ochotę na małe dymanko z panią, która siedziała z przodu. Reszta pasażerów z huralnym śpiewem orzekła iż właśnie wszyscy mieli chęć zrobić to samo. Tak to po kilkunastu minutach cała ekipa pasażerów znalazła się w jakimś mieszkaniu, gdzie laseczkę zaczął posuwać jakiś napakowany gość. Zaraz po tym Łysol zabrał się za robienie minety lasce, która jeszcze nie zdążyła się podmyć po wcześniejszym gościu. Nie przeszkadzało to jednak Łysemu, który podobnie jak poprzednik miał kłopoty ze wzodem. Nie pomogły płyny orzeźwiające, ani też viagra. Pyta nie mogła stanąć i koniec. Być może to przez efekt Czernobyla, który coraz bardziej zaczynał dotyczyć coraz większej grupy społeczeństwa uniemożliwiając spuszczanie się do oczodołów, we włosy, a także jak i z samym wzwodem.!