Archiwa kategorii: sex

Sylwia – Wielkanocna degustacja fiuta!

Wielkiej Nocy dzień nadchodził wielkimi krokami, a gdyby nie profesor Miodek, który w telewizorni objaśniał etymologię słowa “jajca”, nadal tkwilibyśmy w przekonaniu, że Wielkanoc będzie dopiero wówczas, gdy Liliput z 3 panienkami z ogolonymi cipkami nie będzie mógł dojść do orgazmu. Tak się jednak nie działo a nasza ekipa raźnie i wyraźnie akcentowała swój pobyt we wszelkich możliwych formach. Będąc np. w plenerze w okolicach Chlapkowic – pomogliśmy bezinteresownie rolnikowi przy sadzeniu ziemniaków, segregując dobre zdrowe pyry od kamieni i innych niechcianych okrąglaków. Przegrzebując jednak jajka z lewej nogawki do prawej przypomniały nam się słowa profesora Miodka dotyczące barwienia jaj, ich malowania lub jakiejkolwiek innej formy przedświątecznej zmiany barwy. Ponieważ i słońce tego dnia dość mocno przygrzewało, a o święceniu jaj – nie wspominając o ich malowaniu – zupełnie zapomnieliśmy, dlatego ruszyliśmy na pobliską polanę, gdzie jeszcze przed tygodniem wraz z bezzębnym Józefem rozpijaliśmy winko własnej roboty przyglądając się wypasanym przez nas owcom. Opalanie promieniami słonecznymi jajec bardzo znacząco wpływa na ich barwę, toteż przed ich oficjalnym pozdrowieniem ruszyliśmy się nieco poopalać. Idąc lasem w kierunku ów polany, natrafiliśmy na zmierzającą właśnie w kierunku kościoła białogłowę z koszyczkiem pełnym święconek. W tym momencie Liliput nieco zdębiał i onieśmielony tym widokiem zaczął reminiscencyjnie wspominać swoje dzieciństwo. Wtedy to podczas szkolnych wojaży namawiał kumpelę z ławki na małe zapoznanie się z jej narządami rodnymi. Było sporo czasu – jak wiadomo autobus jest to taki wehikuł, który jedzie dwa razy szybciej jeśli biegniesz za nim, a dwa razy wolniej jeśli siedzisz wewnątrz i chcesz gdzieś zdążyć. Dlatego tez na tylnym siedzeniu dziewczyna zaprezentowała chłopcom w ramach lekcji biologii krótki pokaz damskich genitalii, w które to bez pytania Liliput zagłębił się swym nosem. Ku uciesze współ podróżników Liliput bardzo bezwiednie mlaskał swym długim językiem po odbycie koleżanki, a ponieważ cała wycieczka miała za zadanie uświadomienie licealistom, iż warto odpłacać pięknym za podobne innemu człowiekowi, toteż wieczorem, kiedy cała klasa leżała grzecznie w swych łóżkach, koleżanka, której wcześniej Liliput wywąchał nosem położenie dwunastnicy i żołądka, postanowiła odwdzięczyć się malując różnokolorowo jego jajka. Siedząc tak z pomalowanymi jajcami pośród zachwyconych rówieśników z klasy postanowiliśmy stworzyć seans spirytystyczny, w czasie których, to kogo byśmy nie wzywali, to i tak zawsze pojawiały się prostytutki. A ponieważ chęć chędożenia przeważała nad zdroworozsądkowym zabezpieczeniem przed zarażeniem się grzybicznymi chorobami pochwy, dlatego te piękne chwile Liliput wspomina do dziś opowiadając różne fragmenty z życia w których dzięki swym umalowanym jajcom czy też długiemu i sprężystemu przyjacielowi mógł zaspokajać wszystkie niewyżyte królewny pizdolony. Widząc teraz kuso ubraną orędowniczkę malowania i święcenia jaj – przypomniały mu się wszystkie te piękne czasy i postanowił zakręcić nieco śmigłem przy jej oczodołach. Krótka rozmowa, którą zainicjował sam Liliput spowodowała niezanegowaną chęć odtworzenia licealnych czasów. Pyta stała już Liliputowi od samego początku kiedy tylko zauważył przechadzającą się lasem niewiastę. Ponieważ istniało wiele regionalnych modyfikacji metody opalania jaj, opisywanych przez profesora Miodka, dlatego Sylwia, której przecięliśmy drogę do poświęcenia jajek zapoznała nas z metodą jej zdaniem najbardziej efektywną. Chodziło o nawilżenie jajek śliną i pozostawieniu ich na opalanie w szczerym słońcu na godzinę do dwóch. Wówczas jajka miały się zarumienić na tyle, by móc je spokojnie poświęcić w wielkosobotnie popołudnie. Jak mówiła tak zrobiła, a sperma, którą uraczył ją Liliput stała się naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, zmniejszającym nieco opaleniznę. Po tak rewelacyjnym spotkaniu pozostaliśmy leżąc na kocu jeszcze z godzinę, pozostawiwszy naszej jajka na działanie promieni słonecznych.

Szybki ruchajkurs języka anglosaskiego.

Bardzo miłym zaskoczeniem był powrót do ojczyzny, zimnym piwem i ciepłą wódeczką płynącej. Nielada kłopot mieliśmy do aklimatyzacji po kilkumiesięcznym pobycie. Widok celnika w zielonym skafandrze wywołał niezbyt przyjemne doznania a koleżanka poruszająca się zaraz za nami puściła bezwiednie pawia na widok osyfiałego portu lotniczego. Pod ścianą przebiegała właśnie mysz, która obskubywała resztki z mopa sprzątaczki. Ta widząc uciekającą przed nią mysz zamachnęła się i rzutem filcową szmatą przykryła mysz przed widokiem podązających do łuku bagażowego turystów. Z tak posępnymi minami szliśmy już do wyjścia, kiedy to podeszła do nas niezapowiedzianie młoda, skąpo ubrana osiemnastoletnia laleczka z zapytaniem o znajomość języka angielskiego, gdyż właśnie musi zaimplikować sobie dowcipną tabletkę, lecz nie wiedziała którą stroną ją włożyć. Oczywiście pomogliśmy kobiecie.. co ona by zrobiła bez nas.. Szybkim tempem podeszliśmy do taksówki i informując laskę, która nas zaczepiła, że potrzebujemy okularów do przeczytania, wsadziliśmy ją do auta. Nieco oszołomiona naszym szelmowskim zachowaniem przyjęła przeprosiny wygłoszone przez kumpla, który jako biseksualny wylizywacz napalony był niemiłosiernie na młodociane świeże cipki. Nie można było mu odmówić wylizywania, masowania czy penetracji damskich zakamarków, a i męskim, dwudziestocalowym penisem nie wzgadził. Wszak dziewczyna nieco była spięta i małorozgarnięta, toteż jako znawcy lingwistyczni zaproponowaliśmy ponętnej czarnuli kilkanaście lekcji języka. Oczywiście niebezinteresownie, gdyż kolega jak przystało na biseksualnego onanizatora nie jedną cipę i nie jednego pytonga miał przed oczyma. Dlatego obfitym wynagrodzeniem na jaie mógł liczyć lingwistyczny korepetyror był sumiasty lodzik dokonany w sąsiednim pokoju. W międzyczasie w wielkim skróci kolega podrywacz rzucał czasownikami, rzeczownikami, imiesowami, objaśniał gramatykę, odmianę przez przypadki oraz objaśniał jakich błędów unikać używając w praktyce anglosaskiego języka. W międzyczasie zastanowiłem się, czy przypadkiem nie zaprosic ekipy gejów z osiedlowego baru pod błękitną ostrygą, aby pan instruktor dobrze pochędożył i żeby i jego dobrze wychędożono. Jednak podglądując kopulującą parkę nie chciałem doprowadzać do nadmiernej ekspozycji jego kłykci. Dlatego zostawiłem tenże samopas sobie a muzom czekając na finalne rozwiązanie. Kiedy instruktor kończył opowiadać o budowie narządów rodnych a także fizyczne konsekwencje stawiania i budowy rur do tańca w knajpach. Dosknale poinstruuowana i przygotowana do pracy w zagranicznych klubach rżnięcia, agencjach towarzyskich, klubach go go czy terenowych inspektoratach kontroli mocy przepływowej w zachodnich kurortach turystycznych, Roksana będąc w posiadaniu szerokiej wiedzy na tematy ogólnej prezentacji cipy może od teraz piastować wysoką funkcję w zarządach takich właśnie kurortów. Dlatego zaraz po spuszczeniu się do oczodołów, Roksana pospiesznie się umyła, użyła tabletki dowcipnej, co miałą zrobić już bardzo dawno i poleciała czym prędzej zakupić bilet lotniczy do angielskich kurortów..

Ania z włoskim sexturystą w cadillacu.

Późnym wieczorem przechadzając się po okolicznych sklepach ogrodniczo pszczelarskich, wstąpiliśmy na chwilę do kafejki przysklepowej, aby zaciągnąć trochę świeżego powiewu dymu papierosowego. Kontemplując jeszcze chwilę o wczorajszych wybrykach z kształtną dupencją z okolicy i planując sposób sadzenia grzadek rzodkiewki na przyszły rok w przydomowym ogródku spotrzegliśmy przechadzającego się wzdłuż pasażu mulatego mężczyznę. Nie był to z pewnością znany wszem i wobec wicepremier Endju, lecz wielkomiejski niefrasobliwy osobnik. Wyglądał na szczęśliwego i zadowolonego z życia, a powodem dla któego właśnie na neigo zwróciliśmy uwagę był ewidentny brak spodni – ba osobnik ten nie posiadał nawet czegokolwiek pod spodniami. Ubrany był jedynie w pasiastą koszulę, spod której wystawała piętnastocentymetrowa pyta. Zwistając bezwładnie budziła podziw i zachwyt pośród damskiej społeczności hipermarketowej. Niektóre panie podchodziły by sprawdzić, czy aby prawdziwy, zasmakować, czy aby smak prawidłowy – każda po kolei stwierdzała iż pyta jest jak najbardziej prawdziwa a do szcześcia brakuje jej nieco masażu. Widać było, że wokół tego dobrze zbudowanego mulata kręcą dupcią już jakieś blondyny, dlatego też wiedząc że nasze sfleczałe po ostatniej nocy fajfusy nie dadzą rady raczej zbyt wiele, postanowiliśmy się podłączyć do gościa – może razem, kolektywnie będziemy możliwość wyrwania jakiś lachonów. Rzucając pięć dych na stół w speluniastej hipermarketowej kafejce, podążyliśmy w kierunku tego włochopodobnego kutafona. On to właśnie kolejnej dupencji prezentował swojego zwisa, który już z samego powodu dotykania i testowania przez przechodniów stała się lekko różowa i nabrała lekkiego wzwodu. Dlatego weszliśmy do akcji przerywając całe to przedstawienie – oszczędzając tym samym pytonga tegoż młodzieniaszka przed spuszczeniem się. Przechwyciliśmy gościa odprowadzając go do jego pojazdu. Po drodze zauważyliśmy jego obco brzmiący akcent, który początkowo powodował że nasze rozmyślania dotyczące pochodzenia gościa oscylowały wokól Zjednoczonego Królestwa Dżibutti, jednak po chwili zadumy zreflektowaliśmy słysząc z ust jegomościa iż nazywa się Luca, pochodzi z Włoch i jest wylotnym przedstawicielem mafii włoskiej przemycającej banany przez Polskę na Ukrainę. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, kiedy to okazało się że mamy wspólne zainteresowania dotyczące dupeczek, ich klepania, podrywania i wylizywania. Ponieważ nasz przyjaciel okazał się także zapalonym sexturystą, dlatego ruszyliśmy w trasę na podbój okolicznych wiejskich dupeczek. Kiedy zawieruszyliśmy się gdzieś na podkrakowskich bezdrożach – w oddali Luca zauważył dwa kształtne cienie, które z tej odległości wyglądały bardzo atrakcyjnie. Kiedy zaprosiliśmy laseczki o podejście – te niemal na kolanach chciały nam podziękować, że ktoś się w końcu zlitował się nad ich dupeczkami. Lachony tak się ucieszyły, że zaprosiły nas na dyskotekę… Jasne, czemu nie… Zaraz po wejściu do naszego długiego jak pyta Long Donga cadillaca, lachony ujrzały naszego sexturystę, któremy pytka sterczała jak maczuga. Dlatego też po krótkiej gadce zapoznawczej Luca przeszedł od słów do czynów i rzucił się na szyję Ani. Anna nie protestowała i niemal odruchowo spadły z niej łaszki. Widać było, że była zawczasu przygotowana na tego typu sytuacje na wiejskich zabawach. W tak pięknych wiejskich okolicznościach przyrody, wśród zachodu słońca w pięknym białym cadillacu odbywał się właśnie pląs… i ja tam byłem piwo piłem, pomagałem i kręciłem – a dla wszystkich którzy nie znają zakończenia – rąbka tajemnicy ujawię – Luca nadal zwiedza Polskę – strzeżcie się jego przyrodzenia!

Ewa – 3 wibratory + anal = perwersja!!


Wszyscy znali na osiedlu Gienię – tą starą lampucerę, krążącą po oklicznych wysypiskach w poszukiwaniu drogocennego jak na te czasy aluminium, wierną i zawsze gotową na wezwanie aktywistkę toruńskiego radia, osiedlową plotkarę rozsiewającą setki niepotrwierdzonych plotek oraz fanatyczną inicjatorką sadownictwa i hodowli prawdziwych i rdzennie polski buraków czerwonych pod blokiem. Codzień zaraz po pielęgnacji swojego zapyziałego ogródka pod balkonem, przechadzała się do najbliższej kolektury totolotka, aby tam jak co tydzień podczas wielkiej kumulacji umoczyć 5 zyla, których zawsze żałowała na wsparcie sucho gardłowych podsklepowych czerwonych nosów. Raz udało jej się szczęśliwie przypadkiem trafić czwórkę, dzięki czemu mogła kupić do mieszkania zestaw nowych głośników, z których sączył się donośny, lecz aksamitny i delikatny głos ojca dyrektora namawiającego do wpłat na swe prywatne konto. Tak zafascynowana głosem jej idola od siedmiu boleści zazwyczaj złorzeczyła niektórym sąsiadom, których uważała za uparczywych komunistów i wrogów jedynie słusznych przywódców (niemal Duce) wszechpanujących i mile nam panujących braci. Od lat broniła całą klatkę przed domokrążcami, Jehowymi, kominiarzami roznoszącymi kalendarzyki oczekując za nie kasy itp. Tu punktowała u wszystkich mieszkańców bloku, jednak całokształt jej postępowania nieco irytował, przez co nie raz dostała wieczorową porą w ryj od pana Waldka. Odwieczny wróg – “to były ubek, komunista i wielbiciel seksualnych orgii” – tak mówiła o nim Gienia drapiąc się zazwyczaj po dupie, w którą często otrzymywała sąsiedzkie kopniaki. Towarzystwo mieszkało raz lepiej, raz gorzej razem już wiele wiele lat. Jednak pewnej wiosny w mieszkaniu ulokowanym wprost nad mieszkniem Gieni zmarł Rysiek – stary pierdziel, który pod koniec swego koszmarnego życia poruszał się po osiedlu jedynie w obecności swoich wychudzonych, zawszonych ratlerków, które paskudziły całą okolicę. Odznaczony kilkoma orderami i krzyżami zasługi Rysiek, wielokrotnie dyskredytując młode towarzystwo, pouczając ich jak należy rozmawiać ze starszymi, okazywać im szacunek i inne podobne pierdy. Jako że Rysiek wolał częściej pouczać innych niż samemu stosować swoje zasady, dlatego pozostawił po sobie jeden wielki burdel, którego nie sposób było posprzątać w pojedynkę, kiedy to na jego miejsce wprowadzała się nowa sąsiadka – gruba, obleśna, tłusta, już na sam widok wywołująca spazmatyczne wymioty – Ewa. Wówczas prosząc sąsiadów o pomoc w zaprowadzeniu porządku zjednoczyła panią Gienię, pana Waldka oraz pozostałych sąsiadów do kolektywnej, sąsiedzkiej pracy, którą wszyscy wykonali jednego popołudnia. Następnego dnia po wielkim sprzątaniu Ewa jak na starego babola przystało – zrobiła przed klatkowską małą imprezkę – dla starych wyjadaczy przyniosła ciepłą – dopiero co zabraną spod kaloryfera flaszeczkę, natomiast kobiety oprócz zagrychy mogły się teraz degustować winkiem zrobionych z agrestu i czarnych malin rosnących w pobliskim lesie. Widząc alkohol na stole pani Gienia nieco się obruszyło, gdyż jeszcze dzień wcześniej słuchała audycji Rozmowy Niedokończone, gdzie właśnie mówiono o zgubnym wpływie alkoholu na mózg. Przekonała się do jednego kielonka, jednak zaraz po jego wypiciu musiała dostać małpiego rozumu, bo walnęła pięścią w stół i wyszła z imprezy. Wszyscy się lekko zdziwili, ale imprezka trwała dalej aż do samego rana. Kiedy wszyscy już grzecznie poszli spać starając się aby nie dopadł ich kac – pani Ewa z panem Waldkiem zrobili jeszcze pół flaszki, kiedy to nagle zadzwonił telefon, w którym to ekipa podrywaczy grzecznie informowała że następnego dnia z miłą chęcią wbiją się na parapetówę do pani Ewy. Wtedy to przypomniała sobie Ewa, iż dawała ogłoszenia parę tygodni temu to jednej z gazet plotkarsko – ogłoszeniowych, iż potrzebuje zboczonego, niewyżytego ruchacza, który spenetrował by jej wszystkie dziury. Gasząc światło przed spaniem już nie mogła się doczekać kolejnego dnia… Zaraz kiedy ledwo co usnęła, a znad tutejszego konglomeratu rozbłysły promienie słoneczne do domofonu zadzwonili chłopcy – radarowcy. Wbijając się do Ewy wielokrotnie podziwiali pięknie wysprzątane mieszkanie ze ślicznymi meblami – pozostałość po starym ubeckim aparatczyku.

patrycja sex nad morzem

Zaraz po obaleniu winiacha w domowym zaciszu położyłem się spać, gdyż to winko nie zaspokoiło potrzeb mojego organizmowego od ośmiu dni non stop targanego alkoholem. Organizm nie miał już z czego produkować nowych zasobów spermy, więc postanowiłem wsunąć dwanaście surowych jajek na obiad. Jajka od dziada pradziada dobrze robiły męskim chędożnikom w nadrabianiu utraconej kondycji. Właśnie kończyłem szamanko, kiedy to do mojego mieszkania wbił się Psikuta – znany w nadmorskim światku gołokutasy ruchacz, który właśnie wracał ze sklepu nasienniczego z workiem głogu, żyta i ogórkiem. Psikuta zazwyczaj pracuje jako złotówa, jednak w każdej wolnej chwili udaje się urokom nauki jazdy samochodem. Lubi przygotowywać osiemnastolenie wymalowane licealne kurwiszcza do egzaminów, a co lepsze okazy miał czelność zapraszać na małe lizanko do pobliskiego parku czynu partyjnego im. Ludwika Waryńskiego. Nie odpuszczał tym fajniejszym, ciekawszym okazom, których majtki gromadził po każdym takim spotkaniu w swej szafie. Dlatego też jak się weszło do mieszkania Psikuty, zawsze w nozdrza uderzał zapach śledzia, wywołując łzawienie oczu, a czasem nawet epilepsję. Psikuta wpadł do mej zamelinowanej kanciapy aby się pochwalić, że właśnie zapisała się do niego na kurs 2 v-ce miss ziemi pomorskiej, która pragnęłaby się jak najszybciej nauczyć jeździć. Prawo jazy miało by jej służyć jako dokument uprawniający do poruszania się pojazdem marki polonez pick up rocznik 1987, będący własnością jej rodziców a służący do przewożenia buraków, marchwii i cebuli na gdańskie targowisko miejskie. Jak na urodziwą wieśniarkę przystało, Patrycja mogła poszczycić się także wspaniałymi wargami, jędrnym biustem i wykształtowanym tyłeczkiem, który klepali jej szkolni koledzy. Tą opowieścią ze śliną na ustach Psikuta zakończył stwierdzeniem… trzeba będzią ją zerżnąć. Tym sposobem za dwie i pół godziny siedzieliśmy właśnie w samochodzie służbowym Psikuty, gdzie postanowiliśmy tak zakręcić nowopoznaną dupeczkę, aby ją klepnąć tam gdzie trzeba. Tego dnia słońce paliło tak mocno, że niemal wypalało nam przełyki. Toteż w międzyczasie postanowiłem wyskoczyć do pobliskiego tanzenbaru po jakiegoś browara. Kilkudniowa libacja mocno wdała mi się we znaki, gdyż zaraz po wypiciu dwóch łyków Dragona sprzedawanego zazywczaj w sklepach Lider Prajs, puściłem panoramicznego hafta, nie oszczędzając przy tym siedzących przy barze turystów z Lichtensteinu. Przepraszając w dwunastu językach, ruszyłęm spowrotem do samochodu, gdzie Psikuta już nakręcał laskę na ruchanko. Na twarzy młodej Patrycji dało się zauważyć czerwoniutki jak winko Arizona rumieniec, a Psikuta właśnie rozpoczynał pokazówkę dotyczącą sposobu przekładania biegów. Niechcący musnął ją parę razy po kolanku, co spowodowało lekki zamęt w jej wyobrażeniu sposobu zdania egzaminu. Nie sądziła, że pomimo tylu afer korupcyjnych instruktorzy i egzminatorzy idą jeszcze na układy. Przymykając oko na coraz głębiej między uda przedostającą się rękę Psikuty, przełożyła szybko bieg z jałowego na pierwszy i… stanęliśmy w miejscu jak wryci. Psikuta niezapinając pasów naraził się na utratę trzeciego zęba górnej szczęki szlifując zębami dolne okolice pulpitu kierowniczego. Wszyscy przechodnie spojrzeli się na nas z politowaniem, a kursantka siedziała cicho, nie okazując zbędnego zażenowania własnymi umiejętnościami. W geście pojwdnawczym zgodziła się, a wręcz nawet nalegała, aby Psikuta poczuł się przez chwilę komfortowo. Dlatego stojąc w centrum miasta pan instruktor rozłożył poziomo przednie siedzenia, a usta kursantki postawiły freda flinstona na baczność. Lodowe struganie wichajstra trwało już parę minut, kiedy to Psijuta sprężając się i marszcząc strzelił prosto w przełyk Patrycji. Nasze spotkanie trwało jeszcze kilkadziesiąt minut, dzięki czemu finalnie na cały tydzień zostały zaspokojone potrzeby Psikuty..

maja sex

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy udając się wieczorową porą w kierunku centrum, natrafiliśmy na naszą byłą kursantkę, która “zaocznie” zdawała u nas egzamin na prawko. Siedziała w ogródku piwnym ze swoim bojfriendem, sącząc sake wymieszaną z jakimiś obrzydliwościami. Zauważyła nas niemal odrazu, początkowo się rumieniąc, lecz chwilę później po głębszej analizie sytuacji szturchnięciem ręki poinformowała swojego cienkiego w pasie, lecz dobrze napakowanego sterydami jegomościa, u którego w hurtowini arbuzów robimy często zakupy, iż jesteśmy chętni do przyjęcia pięści na twarz i kopów na tyłek. Widząc natychmiastową reakcję ziomka szerokiego w barach, udaliśmy się w trybie “bieg” jak najdalej, lecz nadal podążając w kierunku upragnionego wodopoju. Nieco nie zrozumieliśmy reakcji naszej byłej kursantki. Przecież była zadowolona z możliwości obciągniecia naszym chłopakom druta a fakt, że zaliczyła nareszcie za 6 razem ów egzamin. Być może ziomka zaniepokoiło zbyt długie zniknięcie jego laski podczas egzaminu i to, że po powrocie miałą nieco zlepione spermą włosy… Kto to wie… Z pewnością nie można nas winić za naciąganie, namawianie i oferowanie czegokolwiek. Laska miała widocznie wtedy ochotę na małe conieco i była na tyle śmiała, że położyła rękę na pycie naszego egzaminatora. Nie stanowiło jej także problemu possać nieco pytę i przyjąć na swoje ciało nieco spermy. Uciekając tak przez miasto wyglądaliśmy jak stado byków atakująca wsie i miasteczka, z tą różnicą, że nie mieliśmy rogów – przynajmniej tak się wydawało. Kiedy następnego ranka wsiedliśmy do naszego wozu egzaminacyjnego już na samym starcie przywitała nas szerokim uśmiechem pytając nas, dlaczego tak szybko wczoraj uciekliśmy z centrum, kiedy jej koleżanka z chłopakiem chcieli nam podziękować za zaliczony egzamin. W tym momencie nas zamurowało i kopara nam opadła do samej ziemi. Myśleliśmy że nasze buźki zostaną obite, a tu tylko dwójka sympatycznie wyglądających młodych ludzi chciała z nami pobrowarzyć… ale lepiej zawsze dmuchać na zimne. Wzięliśmy w obroty aktualną kursantkę, która do egzaminów podchodziła już trzykrotnie. Tym razem nie wiedzieć dlaczego – nie znała odpowiedzi na pytanie gdzie znajduje się przełącznik do włączenia wycieraczek. Jednak znając wcześniejszą przygodę koleżanki chwyciłą egzaminatorską pytę oburącz delektując się smakiem sera spod napleta i wydając przedziwne odgłosy wykonywała posuwiste ruchy. Tak się spodobała ta zabawa koleżance, że nawet kiedy sperma zaczęła penetrować jej układ pokarmowy, nie przestawała ruszać swą głową. W ten sposób spenetrowaliśmy kolejny otwór gębowy. Nasza kursantka stałą się pełnoprawną posiadaczką prawa jazdy. A nasze lędźwia całkowicie opróżnione musiały w szybkim tempie wyprodukować nowe zapasy spermy, gdyż niedługo szykował się kolejny egzamin z młodą dupeczką….

marysia sex lodzik blowjob

Deszcz zacinał w wentylator i reflektor naszej skodzianki, którą woziliśmy dupę po mieście w poszukiwaniu dupeczek na podwiezienie. Jednakże zacinający deszcz nie był jakąkolwiek przyczyną dezorganizacji w naszych szeregach – wręcz przeciwnie jeszcze bardziej zmobilizował do zakręcenia własnym śmigłem, lub też wyszukania lachociąga, który to uczyni bezinteresownie. W okolicy nie odbywała się niestety żadna zabawa, na polach było już dawno po żniwach, a w lasach wszystkie grzyby i maliny zostały wygrzebane, więc szanse na znalezienie jakiejś chętnej, ponętnej dupeczki równe były szansie znalezienia dziewicy w domu uciech Bonanza przy trasie Warszawa – Katowice. Szybko kończyła nam się waha w baku, dlatego po zaczerpnięciu danych w lolalnej informacji w biurze informacji turystycznej pod sklepem Biedronka wśród żulerskiej gawiedzi, ruszyliśmy w długą zgodnie z kierunkiem wystawionego palca menela z biura informacyjnego, do najbliższej stacji benzynowej. Tutaj zorientowaliśmy się, że korzystając z pomocy pięknoblondwłosej dupencji mamy możliwość wzięcia udziału w promocji. Uiściliśmy stosowną opłatę zerkając tylko jak ta niemiłosiernie kształtna dupeczka ukazując nam swój wypięty tyłeczek i stringi zeń ukazujące się, wlewa nam zgrabnym ruchem węża kolejne litry benzyny. ślinka nam nieco pociekła widząc tą jędrność – aż dech zaparł nam pyty. Postanowiliśmy zabrać promocyjną gwiazdkę – Marysię do naszego wozu, aby nieco dogłębniej skorzystać z promocji. Tak nam się radośnie rozmawiało, że zostawiając stacje benzynowe w tyle wyjechaliśmy poza miasto w kierunku nieokreślonym, podziwiając kominowo-fabryczne krajobrazy za sobą. Rozmawiając dość długo z naszą nową koleżanką dowiedzieliśmy się, że jej śliczna uroda wzięła się głównie nie dzięki matce – brązowej medalistce olimpijskiej w podnoszeniu ciężarów, lecz dzięki tacie – fińskim łowcą żółwi i płaszczek w Zatoce Meksykańskiej. Jej rodzice poznali jednak połowu dorsza, a spłodzili ją w jedną z księżycowych nocy, kiedy to upici winem z brazylijskich odwłoków meduz rybacy – rzucili się jak świnie na stado owiec wypasających się na zboczach skalistych gór. W tak pięknych okolicznościach przyrody powstał zalążek tej niecodziennej dupencji jaką teraz mogliśmy wozić gdziekolwiek naszą czteroletnią skodzianką. Docierając do hacjendy, gdzie mieliśmy zamiar nieco nadkonsumować obiecanej nam promocji, poczęstowaliśmy naszą dupencję sokiem z malin rosnących w dzikich stepach Boliwii, który to sok ma właściwości rozjątrzające, podniecające a w niektórych przypadkach powoduje niestety niestrawności i rozwolnienia. Na szczęście na naszą Marysię sok podziałał znakomicie i zgodnie z babcinym przepisem. Dlatego też poszliśmy na całość oferując drobną kwotę za niewinnego lodzika. Jej uśmiech znaczył więcej niż cały referat, czy przemówienie tow. Wiesława na 4 plenum. Wiedzieliśmy też że zadarty do góry sweterek oznaczał tyle, że możemy rzucić się na nią niczym wcześniej wspomniani pijani rybacy na owce :D. Lodzik którym uraczyła naszą ekipę Marysia mile pozostał w naszej pamięci za co podziękowaliśmy sympatycznej dupeczce strzałem w gębodół, co i ona zapamięta po wsze czasy…

babcia władzia sex milf

Był maj, pośród klientów okolicznego hipermarketu budowlanego nieco odróżniał się pracownik bankowy – Psikuta – ubrany w swój kitel, dla niepoznaki odziany w jasnozieloną jaskrawą kamizelkę odblaskową. Na parkingu w słoneczny dzień lśniła w słońcu piła motorowa, którą trzymał w prawej dłoni udając się do punktu informacyjnego hipermarketu celem zapytania, czy w swej przebogatej ofercie budowlanej posiadają worki na zwłoki. Zaskoczony szerokim asortymentem worków, Psikuta wybrał pierwszy lepszy dwumetrowy worek i saszetkę pavulonu – na wszelki wypadek, gdyby zabrakło pogotowiu, które miało przyjechać na przyszłe miejsce zbrodni. Było coraz cieplej, kiedy na parking koło hipermarketu wjechał samochód szkoleniowy z wielką literą L na dachu. Zaopatrzony we wszystkie niezbędne narzędzia, Psikuta udał się w kierunku budki telefonicznej. Po chwili Psikuta wezwał pogotowie, a że wokół słuchawki było dośc cicho – dało się słyszeć słowa jego rozmówcy, który mówił mniej więcej: – Nie! Ja tam bez policji nie jadę. Byliśmy u tego kolesia już kilka razy. To psychol. Znowu będzie rzucał nożami… Pan Psikuta był kolekcjonerem broni a jego głos był rozpoznawany przez policję, pogotowie ratunkowe i wiele agencji towarzyskich w okolicy. Barczasty dwumetrowiec, co ma niepoukładane w głowie. Wezwał pogotowie, bo ponoć przedawkował relanium. Została także wezwana policja. Zjawiła się szybko. Na miejsce zdarzenia przyjechała grupa szybkiego reagowania. Wyskoczyło czterech kolesi z samochodu, z gładkolufowymi strzelbami na gumowe kulki. Ekipa pogotowia szła właśnie w kierunku pacjenta, kiedy to jeden z policjantów puka do drzwi budki telefonicznej, w której wciąż z piłą łańcuchową w dłoni stał Tadeusz, otwiera drzwi i ugięły mu się kolana. Jego oczom ukazał się policjant mierzący do niego z broni gładkolufowej, pytający go: Czy to pan wzywał pogotowie ratunkowe? Tak tak, ale już mi lepiej – powiedział Tadeusz wsiadając do samochodu szkoleniowego oznaczonego literą L, który przed chwilą zajechał na parking. Policjanci popukali się w czoło i wrócili do komendy. Samochód z Tadeuszem Wajcheprzełożem z piskiem ruszył w kierunku okolicznych chaszczy. W samochodzie oprócz Psikuty siedziała blondwłosa, puszysta instruktorka, a także sexkursant Rafał, który kierował ręką uczennicy, która z miłą chęcią przełączała biegi. Pomimo faktu, że odbywał się właśnie egzamin z jazdy – cała trójka udała się w okoliczne tereny zielone, gdzie zrozpaczona kursantka przyznała, że jest to jej kolejny egzamin i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że może oblać po raz kolejny. Dlatego też jest zdesperowana zrobić wszystko, aby zaliczyć ten nieszczęsny egzamin. Rozochocony propozycją Babci, Psikuta postanowił zaproponował zadać nieśmiało pytanie, czy aby nie chciała przytulić się do jego pyty i nie co possać dawno nieodwiedzaną kilkunastocentymetrowego penisa. Tak sformułowane pytanie nie mogło pozostać bez twierdzącej odpowiedzi. Wietrząc okazję, babcia niewiele się zastanawiała nad postanowieniem i rzuciła się ściskając mocno pytę w ustach. Zaciskawszy mocno zęby na pytongu Babcia zdecydowanymi ruchami posuwsto zwrotnymi spowodował zaoczne zaliczenie wzorowego egzamin z prawka.

basia sex

Gdzie się podziały te kobiety, ogromnie szczęśliwe z pracy od świtu do nocy, nie mające czasu na codzienne masturbacje, które to wytworzone przez siebie wibratorki mogły kupić na kartki, stojąc przed sklepem i wesoło plotkując o podrywaczu Jaruzelskim przez całą noc w kilometrowej kolejce. Jak dziś pamiętam te przodowniczki pracy, które wydoiły najwięcej krów lub wykarmiły najwięcej świń, wiezione co roku na pierwszomajowy pochód gdzie w nagrodę wręczano im transparenty z przywódcami Narodu. To były czasy, które przypomniała mi moja nowa kursantka, już przy pierwszym spojrzeniu wiedziałem, że to bardzo pracowita kobieta. Miała na imię Basia, piękne imię, przypomina mi Basię Trzetrzelewska polską piosenkarkę, która na przełomie lat 80. i 90. odniosła światowy sukces nagrywając muzykę będącą mieszanką współczesnego jazzu i popu. Niestety Basia kiepsko jeździła samochodem, postanowiłem Basi pomóc w zdaniu Prawa Jazdy. Dziewczyna wiedziała czego potrzebuję, chwyciła mocno za mojego obywatela przyszłej IV RP i pomogając sobie językiem wyrabiała ponad 100% normy, niczym PRL-owska prostytutka w dzień dojąca krowy, a w nocy dorabiająca na stawianiu członków partyjnych. Dojony niczym te biedne krowy nie wytrzymałem długo. Cała Skoda w mgnieniu oka zamieniała się w mleczną dolinę, fotele, kierownica, szyby wszystkie te elementy nosiły znaki ciężkiej pracy Basi. Wesołych Świąt

julia sex

Zwyczajowo i tradycyjnie rozpoczęła się kolejna jazda próbna którą miałem tego dnia z kursantami. Tym razem mój L dyliżans odwiedziła po raz pierwszy studentka, kompletnie nie zapoznana z warunkami jazdy po polskich drogach. Na wstępie oczywiście jak budowę cepa musiałem pokazać jej sposób, w jaki porusza się samochód po drodze, gdzie ma silnik, kierownicę, gdzie ma amortyzator gazowy tylnej klapy, prowadnicę podnośnika szyby drzwi oraz zimering wałka rozrządu. Taka podstawowa wiedza powinna przydać się naszej rudowłosej, nieco grubszej kursantce w razie jakichkolwiek kłopotów w trasie. Po krótkiej odprawie ruszyliśmy niczym murzyńscy rapero-gangstero-maderfakerzy w swoich Chryslerach gazując i gwałtownie hamując jednocześnie. Dodać do tego muzę 50 centa, snoopa czy xzibita i wyglądalibyśmy zupełnie jak miejscowi raperzy w Skodzie fabii z hamulcami hydraulicznymi. Nie zrażając się pierwszymi niepowodzeniami w jeździe miejskiej ruszyliśmy śmiało dalej. Na kolejnym ze skrzyżowań niezauważyliśmy czerwonego światła i w tym momencie jako pilot dałem ostro po hamulcach, Julia moja kursantka poleciała zębami prosto na kierownice a jej prawa ręka podświadomie szybko wyjeła kluczyki ze stacyjki rzucając je na siedzenie pomiędzy nogi. Na szczęście nikomu nic się większego nie stało. Julia jednak rzuciła kluczyki pomiędzy swe nogi a zad na tyle głęboko, że nie mogła ich wyjąć. Jej tusza nie pozwalała jednak zbyt głęboko penetrować zakamarki pomiędzynożne bez wysiadania z samochodu. A że staliśmy centralnie na środku skrzyżowania, toteż musieliśmy szybko opuścić to skrzyżowanie. W tym samym czasie przypomniało mi się, że mam zapasowe kluczyki, które zawsze noszę razem na kółku z kluczami od drewutni, wychodka i kombajna którym czasem jeżdżę po pustych polach wspominając czas żniw. Włożyłem szybko zapasowe kluczyki do stacyjki lekko krzycząc na kursantkę, aby jechała do przodu. Szybko uciekliśmy z zagrożonej mandatem sytuacji wjeżdżając do pierwszej lepszej bocznej uliczki. Kiedy Julia zatrzymała się przy wysokiej kępie krzaków zaczęliśmy szukać pomiędzy jej nogami zgubnych kluczy. Jako że miała problemy z wyjściem z samochodu, toteż razem zaczęliśmy szukać zguby… Przez przypadek próując dosięgnąć ząbków kluczy, które znajdowały się pod tyłkiem Julii, mój palec wbił się głęboko w jej cipkę poprzez majtki, powodując ogólną radość i zadowolenie z tego faktu kursantki. Speszony nieco tym faktem chciałem szybko wyciągnąć rękę spomiędzy ud Julii, jednak ta nieco przytrzymała moją dłoń masując swoje łono moimi palcami… Następnie przeszliśmy standardowo do muskania ustami mej pyty, dzięki czemu sperma, którą przetrzymywałem od paru dni w nadjądrzu mogła z powodzeniem zagościć na oczach, ustach i uchu Julii. Tak teżzakończyło się nasze dzisiejsze spotkanie. Przed następnym kursem będę musiał zamontować jakąś wyrzutnię kluczyków pomiędzy nogi… tylko musiałoby się to odbywać na żądanie, aby przypadkiem jakiemuś grubszemu gościowi nie grzebać pomiędzy jajkami… ale i o tym się pomyśli… 😀