LESBY

Tradycyjnie już w październikowy poranek odwiedziliśmy krakowski dworzec główny, gdzie zazwyczaj między torami przechadzają się młode dupeczki, idące do pracy w pobliskiej fabryce butelek do wina, swożni i okładek do zeszytów. Zwyczajowo też tego ranka pomiędzy peronami krążyły hordy pijanych meliniarzy, bezowocnie poszukiując resztek kiepów i niedogryzionych bułek w śmietniku. Swąd z pobliskiego baru zapiekankowego oraz smród śpiących od 2 tygodni rumuńskich koczowników dotarł do mych nozdrzy, w których odkładały się coraz większe ilości kóz. Postanowiłem wyprowadzić kozy na spacer chrząkając siarczyście i wypluwając zzieleniałą flegmę na platformę peronu. Ten drobny incydent zauwazyły 3 seksowne dupcie, które właśnie chwilę wcześniej popłakały się ze śmiechu widząc starą dworcową tubylczynię – Grubą Zochę, która po 3 winiachu od rana, ciągnęła za sobą rozklekotane radio z wystającymi zeń zużytymi prezerwatywami. Na radiu widniał napis dar ojca dyrektora dla wiernych słuchaczy w Małkinii. Widać, że jedna z lasek niestety nie wytrzymała tej komicznej sytuacji i puściły jej zwieracze, plamiąc moczem dopiero co nabytą na bazarze od czeczeńskich cwaniaków chińskiej produkcji czerwoną sukienkę. Laski się rozdzieliły – jedna poszła w stronę namiotu piwnego, gdzie właśnie w czasie happy hours rozlewano 4 dniowy zwietrzały i w dodatku ciepły browar. Dwie pozostały szły w kierunku zasyfiałych dworcowych kibli, które swoją świetność przeżywały w okresie, kiedy dworzec główny w Krakowie otwietał z wielką pompą towarzysz Wiesław. Powędrowałem za nimi, kątem oka widząc jak blondyna zdejmuje swój obciachowy sweterek w serek. Czarnula w międzyczasie uderzyła do klozetu zaprać plamę moczu na swej sukience, a blondyna czekała tuż obok na drewnianej na wpół rozklekotanej koślawej ławce. Podszedłem do niej i zaczęliśmy gadkę- szmatkę… że niby to się zgubiłem w Krakowie i że za pare stówek mogę ich czymś poczęstować u siebie w domu. Widać było od razu, że blondyna była strasznie ciekawska – powiedziała, że jest konduktorką z Pcimia dolnego i że chętnie wypije herbatkę w zaciszu domowym w oczekiwaniu na powrotny pociąg i że musi zabrać ze sobą koleżankę, która właśnie czyściła swą zalaną spódnicę.. .pewnie – czemu nie powiedziałem, lecz jedyne co mogę zaoferować paniom w domu to są lody… A że już nieco piździło na dworzu, więc dobre w sumie było i to. Uderzyliśmy twardo do hacjendy, kiedy czarnula zaczęła opowiadać co jej się przed chwilą wydarzyło i że chyba będzie musiała popracować nad mięśniami zwieraczy… Na to druga blondyna stwierdziła, że bardzo chętnie zaopiekuje się jej dolną częścią ciała ćwicząc mięśnie. Kiedy dojechaliśmy do domu okazało się, że lody są dawno już rozpuszczone, a i mój pytong, który miał posłużyć do wylizywania niestety nie będzie dziś w użytku. Widać wczorajsze alko plus 30 na karku i fakt, że po dwumilionowym wytrysku moja sperma straciła właściwości smakowo – zapachowe, to też i mój fiut przestał być posłuszny widząc tak ponętne ciałka. Jedyne co mi zostało po wczorajszej imprezce to dwa browary – żywczyka i hainekena. Nie myśląc zbyt długo blondyna wzięła w obroty czarnulę ćwicząc jej mięśnie dowcipne. Zabawy butelkami były na tyle owocne iż przy kilkunastominutowej próbie czarnula zaczęła otwierać kapsle od piwa swoją ciasną cipką. Tak oto zakończył się ten sympatyczny dzień w którym to dowiedziałem się, że intensywne ćwiczenia mogą spowodować daleko idące wyniki już po parunastu minutach….

Leave a comment