RIO MARIA

Pachniało już bzem, świeżą trawą i psimi kupami nieśmiało wystającymi spod topniejącego śniegu. Niektórzy chodzili już na krótki rękaw, a ci bardziej owłosieni na klacie nakładali już nawet koszulki bez rękawów by pokazać sąsiadkom swój tors i ileż to pociechy ma z niego małżonka. Pomiędzy nieśmiało przebijających się promieni słonecznych – widać było powracające na wyspy brytyjskie ptactwo, które znów zasrywać będzie okoliczne skwery. Przechadzając się pośród tutejszych domostw przez okno można było zajrzeć do nie ofirankowanego pokoju, w którym to raz pani Margaret była popychana przez pana Jamesa na stale kuchennym, a to w innym domostwie dwie trzydziestoparoletnie, doświadczone w sztuce dymania mężatki – pod nieobecność mężów – dotykały swe intymne miejsca w fikuśny sposób. Obserwując poczynania anglosaskich podrywaczy aż żal zrobiło się mi mej dawno nie ruszanej pyty i z tą chędożylniczą myślą ruszyłem w teren w poszukiwaniu dupencji, która mogłaby poświęcić swe wymalowane usta na całkowite objęcie mej zwiotczałej pyty. Potykając się o puste butelki po ciderach oraz zdezelowane puszki, których o dziwo w Wielkiej Brytanii żaden szanujący się angielski menel zbierać nie chce, w zaułku przecznicy, którą mijałem zarysowała się postać ciemno karnistej dupeczki, której wielkoformatowe usta wykwitnie oddawały złudzenie, iż prawdopodobnie będę miał do czynienia z muzykantką z tutejszej filharmonii, lub też rejonową fachowczynię od robienia loda. Rozbijając tą niepewność podszedłem do niej i skinieniem głowy zacząłem mówić coś o zaproszeniu na kawę w języku anglo-migowym. Laska widać przyzwyczajona do tego typu zaczepek, zagadań itd. bez problemu zrozumiała mą intencję, więc udając się za nią gęsiego do jej domostwa mogłem podziwiać te dwa falujące półdupki, jędrnie podskakujące przy każdym uderzeniu pantofla o chodnik. Weszliśmy do jej chacjendy, która od góry do dołu oklepana była obrazkami Rio Marii z jej puertorykańskiego dzieciństwa, które spędziła w Ameryce Południowej. Wędrując tak za tą kształtną laską z ćwiczonym płucem, niechcący – niemal odruchowo – wyciągnąłem rękę w kierunku jej pośladków aby sprawdzić czy to co widzę przez spodnie jest faktycznie aż tak atrakcyjne w dotyku na jakie wygląda. Dotknięcie pośladków nie przestraszyło absolutnie Rio Marii, której kusy wzrok uświadomił mnie o możliwości oddania spermy w puertorykańskie oko. Zaproponowałem zatem bez wahania setkę pandziochów w zamian za całkowity serwis mojej pyty. Oczywiście nie spodziewawszy się jakiegokolwiek sprzeciwu z jej strony postawiłem swój maszt na baczność. I tutaj o fachowości pełnego serwisu przekonałem się momentalnie, kiedy to na mą pytę został nałożony cienki gumowy worek a wielkie usta Rio Marii pochłonęły mego wihajstra. W międzyczasie urozmaicając widoki poprosiłem o podniesienie bluzeczki przez mój wysysacz, spod której ukazały się kształtne silikonowe cycki. Spuszczając się na nie miałem lekkie obawy – ponieważ nie wiedziałem czy z chemicznego punktu widzenia sperma w żaden sposób nie zareaguje z silikonem. Jednak pierwsze strzały utwierdziły mnie w przekonaniu, że o jakiejkolwiek reakcji nie może być mowy – jedyna z resztą reakcja w tym momencie jaka się objawiła to długotrwała erekcja, z której nie mogłem przeciwdziałać nawet udając się do swych czterech ścian….

Dodaj komentarz