BEATA

Po wczorajszej zakrapianej imprezie z rana się przeciągnąłem z lewa na prawo, przy okazji drapania się po jajkach, puściłem profesjonalnego proota. Zaraz gdy opuściła mnie pomroczność jasna, mym ślepiom ukazał się zapaćkany dywan. Nie był on jednak zakropiony byle spermą, psimi odchodami czy też burakami zostawionymi przez domokrążnych rolników. Nic z tych rzeczy. Na dywanie rozcierałą się wielka czerwona plama. Krwi. Ludzkiej krwi. Zakręciło mi się w głowie , do mych ust przez chwilę doszły resztki wczorajszej kaszanki, aż spojrzałem na sufit, stwierdzając jednoznacznie że i on nie przecieka. Zachwiało mą postawą lecz niemrawym krokiem podszedłem do tej plamy krwi, pochyliłem się wciąż rozmyślając, czy nie jest ona przypadkiem spowodowana przez naszą koleżankę, któą gościliśmy wczoraj. Koleżanki nie udało się jednak zbałąmucić, gdyż niestety przyjechali do niej czerwopnoskózy Indianie. Pomimo odrażającego widoku, odpychającego Na palce wziąłem próbkę materiału dowodowego, by czujnym okiem i językiem fachowca jednoznacznie stwierdzić i przeanalizować materiał. Powąchałem, poniuchałem, wziąłem na język próbkę domniemanej krwi, aby jednoznacznie stwierdzić że jest to soczek malinowy, który dostaliśmy od mamusi kilka dni temu. Zapewne jakaś luja postanowiła zrobić mi kawał rozbijając go na podłodze. Jakaż ulga mnie spotkała kiedy orzekłem, iż ta czerwona plama nie jest wynikiem działania sił naprzyrodzonych, jak to stwierdziła naocznie ekipa programu stefa 11. Postanowilem jednak zadzonić do ekipy sprzątającej. Opowiedziałęm co i jak, że jest do sprzątniecia krew z dywanu. Ludzka krew. Nie zrażając się tym, ze stwierdzeniem – nasz klient – nasz lodziarz przysłąno do mnie fajną dupeczkę, która zanim zabrała się za trzepanie dywanu – przetrzepała mego członka, wysysając z niego świeżo co wyprodukowane pokłady spermy. Tak oto ekipa sprzątająco trzepiąca w profesjonalny sposób oczyściła mnie z życiodajnego płynu, a mój dywan z mamusiego soczku!

Dodaj komentarz