ewelina


WEJDŹ Pospacerowałem trochę po parku, posłuchałem śpiewu ptaków, pooglądałem zanieczyszczone ptasim kałem pomniki i ołtarze, przeczesałem wszystkie krzaki w poszukiwaniu pustych butelek po piwie, wreszcie zmęczony położyłem się na wymiętolonej trawie,na której zapewne wcześniej chędożyła się nie jedna para, o czym świadczyły leżące dookoła zużyte prezerwatywy. Miałem nadzieję, że w spokoju legnę sobie na tę trawkę, drapnę się po jajku i może w chwili uniesienia napiszę scenariusz do nowego epizodu. Mój spokój przerwał jednak rozpaczliwy krzyk niczym ze szwedzkiego hard pornola. Nie było to niby takie dziwne bo wkońcu do parku przychodziło na rypanie mnóstwo napalonych, samotnych lasek spragnionych bolca, ale zdziwiłem się bo ktoś krzyczał wybitnie w moim kierunku. Przypomniały mi się wtedy czasy szkolne, kiedy to nauczycielka od matematyki Panna Wiesława krzyczała na mnie gdy pod szkolną ławą zabawiałem się swoją słabo jeszcze wtedy wykształconą gruszką. Odwróciłem się i zobaczyłem gościa atakującego młodą, piękną niewiastę od której ów krzyk pochodził. Znowu na myśl przyszły mi szwedzkie pornosy, których oglądaniem raczyłem się zeszłej nocy i przez które miałem owego dnia zdarty na dłoni naskórek. Pomyślałem, że dziewczyna ta nadawałaby się przynajmniej, jeśli nie do gry w tego typu filmach, to na pewno do podkładania głosu. Ale na stojącej pycie w moich gaciach te marzenia się skończyły gdyż musiałem wkroczyć do akcji. Już zamierzałem wykonać półobrót w stylu Chucka lecz usłyszawszy dźwięk rozrywających się w kroku gaci musiałem zaprzestać tego typu akcji gdyż nie chciałem narażać swojego małego na wdychanie smrodu z pobliskiej rzeki, co mogło potem grozić różnego typu infekcjami mojego narządu płciowego i spowodować niemożność wydania potomstwa w przyszłości, a poza tym zrobiło się też żal nowo zakupionych levisów. Zresztą krzykliwa laska znakomicie dała sobie radę. Powaliła większego od siebie bydlaka niczym zapalona fanka sado-maso. Przy okazji kopiąc go w jaja musiała wyczuć jego wielkiego ogiera sterczącego jeszcze w majtkach co skłoniło ją do nawiązania znajomości. W końcu nie przyszła do parku podziwiać drzew. Pomyślałem wtedy, że skorzystam z okazji gdyż może to być niezła szansa na kolejny epizod z cyklu wakacyjnych wojaży po publicznych zakątkach rekreacji i wypoczynku. Zaprosiłem więc nową poznaną parę do siebie. Po kliku piwach dżentelmen, który napadł na Ewelinę (tak miała na imię napadnięta) przyznał się, że chciał tylko zapytać o godzinę bo zależało mu na czasie, a swój elektronik, który dostał na komunię gdzieś mu się zapodział. Oznajmił także, że właśnie wszedł na dobrą drogę okolicznego ruchacza-z-wielką pytą. Ewelina wzięła chyba głęboko do serca zwierzenia tego faceta, którego imienia nie mogę sobie przypomnieć bo od razu wzięła się do rzeczy… DALEJ >>

Dodaj komentarz