LUIZA

Gdy kuśka ciśnie się bezpardonowo na rozporek – nie ma dłużej podtrzymywać tej mało komfortowej sytuacji, gdyż może się to skończyć niekontrolowaną sytuacją. A takie akcje przecież niejednokrotnie zdarzają się podczas podróży autobusem. Gdy tego wilgotnego jak dziewicza cipka wieczora wybrałem się na ulice Londka zdumiałem się, gdy pośród tłumu spieszących z pracy do domu londyńczyków zauważyłem parkę, która przy skwerze głównym dość namiętnie się całowała. Ona gładząc go po pycie już szykowała się do zgięcia kolana w celu naocznego przetestowania istniejącej możliwości zasmakowania odoru męskiego krocza, a on bezczelnie pośród przechodniów, drugą ręką przygarniał głowę niebieskookiej czarnulki do swego krocza coraz mocniej. Parka nie robiła sobie niczego z krzywo patrzących na nich londyńczyków. Właśnie dziewczyna miła rozpinać rozporek – podbiegłem nawet obok aby się załapać na jakieś publiczne obciąganko – lecz właśnie w tym momencie kątem oka zauważyłem jaskrawozielone mundurki angielskiej policji, która w trybie natychmiastowym udzieliła kochającym się reprymendy, wystwiła mandat i odwiozła na komisariat. Miałem nieco szczęścia, bo prawdopodobnie wystawiając swą kuśkę na pokaz publiczny zostałbym deportowany. Emocje wzięły górę nade mną i chcąc – nie chcąc złapałem za jędrne pośladki przechodzącą właśnie obok studentkę londyńskiego koledżu. Jej uśmiech i brak negatywnej spontanicznej reakcji na mój nieprzemyślany czyn wywołał jeszcze więcej huuraoptymizmu, z którym to udałem się na zaułek. Tu pośród ciasnych uliczek i poruszających się w niewielkich odległościach od siebie anglosaskich taksówek, dojrzałem zakłopotaną ciemnowłosą lasencję. Wpadłem na genialn pomysł, aby zapytać ją o godzinę, ilość posiadanego rodzeństwa, czy sposób domowej hodowli borsuka, lecz zanim cokolwiek zdążyłem wydobyć z gardła, zostałem brutalnie naciągnięty przez Luizę na zakup karty przewozowej za pięć funciaków, która umożliwiłaby mi swobodne poruszanie się po całym Londku. Bez wahania przstałem na jej propozycję, jednak zasugerowałem abyśmy się udali prosto do mojej hacjendy, gdzie trzymam całą gotówkę. Po drodze mogłem się dowiedzieć, że Luiza pochodzi z marokańskiej rodziny garncarzy, z których to większość trudniła się wypasem owiec, sadzeniem kaktusów i piciem ogromnych ilości alkoholowych specyfików. Nie widząc możliwości rozwoju i kształcenia się w fachu garncarsko – owczym, Luiza postanowiła wstąpić w szeregi chórzystów Armii Czerwonej, którzy to przejazdem zawitali w jej rodzinnych stronach. Wraz z nimi podróżując po świecie, poznała plemię afrykańskich, długokutasych pigmejów, którzy pomimo bardzo niskiego wzrostu posługiwali się pięćdziesięciocentymentrowymi penisami. Tak jej zaimponowali, że postanowiła zostać w Afryce, by po kilku miesiącach przyjechać do Londka w poszukiwaniu kwiatu lotosu, wysokozmineralizowanych psich kup, oraz przydatnego przy kształtowaniu wzorów w garncarstwie – pazurów jeżozwierza. Póki co siedzi w Londku pozanając nowych ludzi i czerpiąc inspiracje z obscenicznych gazet hedonistycznych, kształtuje swą osobowość w tańcu i śpiewie, recytując wiersze w tutejszym teatrze nowoczesnym. Rozilczając się za kartę podróżniczą postnowiłem przedstawić jej dziesięciokrotnie większą finansowo propozycję w zamian za dokładne wylizanie pyty. Znając już jej otwartość na nowych ludzi i nowe wyzwania Luiza bez odpowiedzi zdejmując odzienie wierzchnie sięgnęła po mą pytę. Ubijania masła trwało w kilkanaście minut w różnorakich pozycjach, czego efektem końcowym było spermowe zwieńczenie jej oralnego wysiłku fizycznego na twarzy. Dziś siedząc i słuchając w teatrze jej śpiewu, nieraz nachodzi mnie chęć by zeszła ze sceny na dół do mnie i twarzą swą przykryła rozporek…

Dodaj komentarz