W ROLI GŁÓWNEJ… BABCIA WLADZIA!

Powiew zachodniego w wystawiony przez Iwana Psikutę rów oswobodził nieco zaciśniętych gazów bojowych z jego odbytu. Wiatr który wzmagał się wzrast z ilością wydobywającego się swądu spomiędzy nóg Psikuty, rozwiewał fryzurę trójmiejskim turystom, którzy jak setki innych makaroniarzy kręcili się po starówce, gdzie po obraz malowany szprejem przez lokalnego artystę, schylił się nasz bohater. Stada grajków, sprzedawców marchwii, czosnku i powideł, ulicznych naciągaczy i dewotek pokazywało właśnie kunszt swej pracy rękodzielniczo-ziemieśliczej z ostatnich 12 miesięcy na gdańskiej starówce. Trwały właśnie targ dominikański. Poruszając się po okolicy, uwagę ekipy podrywaczy przyciągnął pewien swoisty zapach dawno niespotykanej posiekanej usmażonej cebulki, dodanej do ikry, filetów śledziowych, octu, cukru, gałki, natka pietruszki, oleju i wywaru z buraków. Ten zapach nie dochodził bynajmniej z pobliskiej smażalni ryb, poddworcowego fastfoodu, lecz to musiało być efektem pracy jelit gościa, który właśnie się wypinał po jakiś obciachowy obrazek. Podeszliśmy bliżej i zobaczylismy 60-70 letniego dziadygę, który malował sprayem obrazy na kartkach papieru. E tam taka sztuka jest gówno warta – powiedział paker – po czym szybko zreflektował się, że nie jest u siebie w domu. Przechodząca obok staruszka – widać na pierwszy rzut oka aktywistka pewnego radia z Torunia skarciła pakera słowami – iż musi być z tvn-u lub jakiejś innej szatanowskiej stacji telewizyjnej, że gada takie farmazony. Za chwilę koleś, który wypinał tyłek, z któej to prawdopodobnie poszuliśmy ten zapach opierniczył babcię, że zajmuje głos w niesłusznej sprawie. Nasza ekipa przyklasnęła temu publicznemu opierniczowi i zapoznała się z babciokatem. Okazał sie nim tubylec – gdańszczanin z dziada pradziada Iwan Psikuta, który właśnie przyglądał się poczynaniom malarza. Postanowiliśmy uświetnić to nasze spotkanie ciachem i winiachem, udając się przy tym na plażę. Kiedy rozpostarliśmy koce, Iwan poczęstował nas jeszcze trzema słodkimi piardami – po czym nas poinformował o swoich reperkusjach po wizycie w restauracji mudżachedińsko – kazachskiej. Siedzieliśmy, sączyliśmy kolejne winko, kiedy to znów zerwał się porywisty zachodni wiatr i zwiał starszuce namiot. Na szczęście szybka ręka od lat ćwiczonego polerowania pały, schwyciła namiot, przekazując go biednej staruszce. Babcia Władzia była przeszczęśliwa, aż do tego stopnia że zaproponowała wytatuowanemu Psikucie przetestowanie solidność mocowania namiotu. Psikuta czując lekki szum w głowie puścił jeszcze ze dwa śródziemnomorskie prooty i wszedł do namiotu, gdzie babcia Władzia testowała już swój nowy nabytek – lekko ubrudzony piaskiem. Chwytając oburącz za cycuchy wydusił z nich najgłębiej zagłębione soki. Rżnięcie babci obyło się przy ogólnym aplauzie i ekscytacji zgromadzonych dookoła plażowiczów. Kiedy małokutasty Iwan Psikuta kończył dzieła wytryskując spermę na jej cycuchy – wszyscy gapowicze zaczęli bić brawo dziękując uczestnikom plażodymania za rewelacyjny pokaz sztuki rżnięcia!

Dodaj komentarz