Decyzje
Jak podjąć decyzję, której się boisz?
Trudną decyzję zwykle znasz od początku. Cała trudność polega na tym, żeby przyznać, że ją znasz. Nie czeka się na znak. Czeka się na to, żeby ktoś inny podjął ją za ciebie. Najczęściej nikt się nie zjawia. I to jest właśnie ten moment, w którym decyzja zaczyna być twoja. Cichodajka mówi o lęku przed wyborem, o tym, dlaczego odkładamy decyzje, których odpowiedź już znamy, i o tym, jak rozpoznać moment, kiedy odkładanie staje się większym ciężarem niż sam wybór.
Z doświadczenia Cichodajki
Pisałam za i przeciw. Trzy razy. Wynik wychodził ten sam, ale wciąż nie ruszałam. Wiedziałam, jaką decyzję podjąć - od początku wiedziałam. Tylko czekałam, aż ktoś inny ją za mnie podejmie. Może mama coś powie. Może koleżanka da znak. Może okoliczności same się ułożą tak, żeby decyzja stała się oczywista bez mojego udziału.
Nikt się nie zjawił. I dobrze, że się nie zjawił. Bo gdybym tę decyzję dostała od kogoś, nie byłaby moja. A musiała być moja, żeby coś się zmieniło. Cudza decyzja, choćbyś ją wykonała, zostaje cudzą. Wracasz do niej za rok i znów masz wątpliwości, bo nie ty ją podjęłaś.
Któregoś popołudnia, po roku tego odkładania, usiadłam przy stole z herbatą i napisałam jedno zdanie na kartce: "podejmuję ją w piątek". Tyle. Bez tłumaczenia, bez listy za i przeciw. Tylko data. Trzy dni później faktycznie ją podjęłam. Nic szczególnego się nie wydarzyło między poniedziałkiem a piątkiem. Po prostu skończyło się odkładanie.
Po fakcie zauważyłam coś dziwnego. Pierwsze dwa dni po byłam roztrzęsiona. Wątpiłam. Sprawdzałam, czy może da się jeszcze cofnąć. Trzeciego dnia rano usiadłam, znowu z herbatą, i poczułam coś, czego nie czułam od miesięcy: spokój. Nie radość, nie ekscytację. Po prostu spokój człowieka, który skończył nieść coś za ciężkiego.
Od tamtego doświadczenia wiem, że trudne decyzje rzadko bolą bardziej niż ich odkładanie. Odkładanie boli codziennie. Decyzja boli kilka dni - i to często bardziej z nawyku niż z prawdziwego cierpienia. Jeśli sama nie podejmiesz decyzji, której się boisz, ona zacznie się podejmować bez ciebie - powoli, przez codzienne drobne ustępstwa, przez milczenie, przez wybór drogi, którą po prostu już idziesz, choć wcale nie wybrałaś.
Strach przed decyzją jest większy niż sama decyzja
Większość ludzi, którzy zwlekają z trudnym wyborem, boi się nie samej decyzji - boją się okresu po niej. Tego, co się stanie, kiedy już nie będzie odwrotu. Niepewność, w której żyjemy przed decyzją, wydaje się bezpieczniejsza niż konkret, który po niej nadejdzie. To jest złudzenie.
Niepewność boli, tylko boli niezauważalnie. Codziennie, w tle, jako lekkie napięcie w żołądku, jako bezsenność co kilka tygodni, jako drażliwość bez powodu. Decyzja boli ostro, ale krótko. Większość ludzi, którzy ją podejmują, mówi po fakcie: "było gorzej w wyobraźni niż w rzeczywistości". Niemal zawsze.
Powód jest prosty. Wyobraźnia maluje najczarniejsze scenariusze. Rzeczywistość zazwyczaj jest spokojniejsza. Ludzie wokół reagują mniej dramatycznie, niż przewidywaliśmy. Konsekwencje są mniejsze, niż się obawialiśmy. Życie po decyzji wraca do swojego rytmu szybciej niż się spodziewałaś.
Drugi powód: decyzja zwraca ci sprawczość. Nawet trudna decyzja jest aktem - czymś, co zrobiłaś. Niepewność jest brakiem aktu. A brak aktu z czasem zaczyna jeść tożsamość. Czujesz się mniej ze sobą, jakbyś żyła w cudzym życiu. Im dłużej odkładasz, tym bardziej zlewasz się z otoczeniem - bo nie masz już własnego kierunku, tylko płyniesz tym, co dyktują inni.
Praktyczna obserwacja: zaplanuj sobie datę, do której podejmiesz decyzję. Nie "kiedyś". Konkretny dzień. Zapisz na kartce. Powieś przy lustrze albo w portfelu. Sam ten gest często zmienia rzecz. W ciągu dwóch tygodni przed datą spostrzegasz, że twoja głowa zaczyna pracować inaczej - już nie nad pytaniem "czy", tylko nad pytaniem "jak". A "jak" jest znacznie łatwiejsze niż "czy".
I jeszcze jedna rzecz: nie czekaj, aż "będziesz gotowa". Nigdy nie będziesz w pełni gotowa. Trudne decyzje podejmujemy z zaufaniem, nie z pewnością. Pewność przychodzi po fakcie - czasem dni, czasem miesiące po. Zaufanie wystarcza na początek.
Jak rozpoznać moment, w którym odkładanie zaczyna ważyć więcej
Każde odkładanie ma swój próg. Do pewnego momentu daje ci spokój. Później zaczyna ci go odbierać. Granica między jednym a drugim jest zwykle ledwo zauważalna - jeden tydzień czujesz jeszcze ulgę z tego, że nie musisz, drugi już zaczyna ci ciążyć. Trudność polega na tym, żeby ten próg zauważyć w porę.
Sygnał pierwszy: temat wraca w nocy. Przez tygodnie myślałaś o tym tylko w samochodzie albo w łazience. Teraz wraca o trzeciej rano. To znaczy, że ciało zaczęło już rozumieć więcej niż głowa. Bezsenność wokół jednej myśli to nie kaprys. To informacja.
Sygnał drugi: drażliwość bez powodu. Wymyślasz konflikty z bliskimi, na które normalnie byś nie zareagowała. Czujesz się obrażona drobiazgami. To często znak, że nosisz w sobie nieskończoną sprawę i ona przelewa się na inne miejsca. Nie wszystkie kłótnie z mężem są o męża. Niektóre są o decyzję, której nie podjęłaś o sobie.
Sygnał trzeci: tracisz na inne sprawy. Zauważasz, że nie umiesz cieszyć się rzeczami, które kiedyś cię cieszyły. Książka, kawa, długi spacer - wszystko jest jakby przygaszone. Nieskończona sprawa zabiera ci nie tylko głowę, ale i kolory. Życie staje się beżowe.
Sygnał czwarty: zaczynasz unikać tematów, które są z nią powiązane. Koleżanka pyta o pracę, a ty zmieniasz wątek. Mama dotyka czegoś blisko sedna - zamykasz się. Każdy unik kosztuje energię. Suma uników w ciągu miesiąca jest większa niż jednorazowa rozmowa, której się boisz.
Kiedy widzisz dwa albo trzy z tych sygnałów u siebie, to nie znaczy, że "powinnaś podjąć decyzję dzisiaj". Znaczy, że odkładanie przestało być neutralne. Zaczęło ważyć. Możesz jeszcze poczekać tydzień, dwa - ale ze świadomością, że ten tydzień będzie cię kosztował. Czasem ten koszt jest sensowny (potrzebujesz jeszcze trochę zebrać siły). Czasem nie. Tylko ty wiesz.
Niepodjęta decyzja też jest decyzją - tylko cudzą.
Najczęstsze pytania
Skąd wiadomo, że to dobra decyzja?
Po tym, jak nią żyjesz przez najbliższe tygodnie. Nie po tym, czy drugiego dnia jesteś z niej zadowolona. Dobre decyzje rzadko cieszą od razu. Częściej przynoszą najpierw cichą ulgę, a dopiero potem spokój. Drugi test: czy nadal byś ją podjęła, gdyby nikt o niej nie wiedział? Niektóre decyzje podejmujemy pod publiczność - dla uznania znajomych, dla reakcji rodziny. Te zwykle się rozpadają, kiedy publiczność znika. Decyzja, która wytrzymuje samotność, jest twoja. Trzeci test: po miesiącu zatrzymaj się i zapytaj, czy gdybyś dziś od nowa stała przed tym wyborem, znowu byś tak wybrała. Nie chodzi o to, żeby retrospektywnie odbierać sobie tę decyzję. Chodzi o to, żeby usłyszeć siebie na chłodno. Dobre decyzje wytrzymują tę próbę. Złe się rozpadają już w drugiej minucie myślenia. Większość trudnych życiowych wyborów - praca, związek, mieszkanie - po roku okazuje się być dobre, jeśli były podjęte spokojnie i dla siebie. Pośpieszne i pod presją - rzadko.
Co zrobić, kiedy nie umiem się zdecydować?
Zapisz, czego się boisz w jednym wariancie i czego się boisz w drugim. Jeśli boisz się tego samego po obu stronach - decyzja nie ma związku z wariantami, tylko z tobą. Wtedy żadna lista za i przeciw nie pomoże. Trzeba pracować nad samym lękiem, nie nad wyborem. Druga technika: wyobraź sobie, że już zdecydowałaś. Wybrałaś wariant A. Żyjesz nim przez tydzień w wyobraźni. Co czujesz? Ulgę? Niepokój? Apatię? Potem to samo z wariantem B. Twoje ciało często wie odpowiedź szybciej niż głowa. Trzecia technika: poproś o radę osobę, która cię zna, ale nie ma osobistego interesu w wyborze. Nie współmałżonka, który ma swoją perspektywę. Nie mamę, która zawsze przewiduje katastrofę. Jakąś koleżankę, która spokojnie usłyszy obie strony i powie, co zauważa. Nie żeby zdecydowała za ciebie. Żeby pomogła ci zobaczyć siebie. Trudna decyzja często wymaga lustra - cudzej obecności, w której się przeglądasz. Sama z sobą krążysz. W cudzej obecności znajdujesz odpowiedź.
Czy można odwołać złą decyzję?
Większość tak. Ale nawet zła decyzja, którą podjęłaś sama, uczy więcej niż dobra, którą ktoś podjął za ciebie. Decyzja to nie wyrok. To etap. Na każdym etapie można zmienić zdanie. W praktyce: praca, którą wzięłaś i nie pasuje - można odejść po trzech miesiącach, sześciu, roku. Nie ma w tym nic kompromitującego. Ludzie zmieniają prace - to normalna rzecz. Mieszkanie kupione i niepasujące - można sprzedać. Strata na cenie zwykle mniejsza niż strata na codziennym dyskomforcie. Słowo powiedziane za szybko - można cofnąć. "Wybacz, powiedziałam coś, czego nie myślałam, mogłabym wrócić do tej rozmowy?" Większość bliskich ludzi to przyjmie. Decyzje życiowe w stylu rozwodu, dziecka, zmiany kraju - tych nie cofniesz dosłownie, ale ich konsekwencje da się ułożyć inaczej, niż ci się wydaje w panice po fakcie. Po dwóch latach żadna z tych decyzji nie wygląda tak ostatecznie, jak w pierwszych tygodniach. Daj sobie więc prawo do pomyłki. Lepiej podjąć decyzję, którą trzeba będzie kiedyś poprawić, niż całe życie nie podjąć żadnej. Pomyłka jest formą uczenia się. Bezruch - formą tracenia czasu.
Czytaj dalej w temacie Decyzje
-
Jak rozpoznać, że już wiesz, jaka decyzja jest słuszna?
Trudną decyzję rozpoznasz po tym, że żaden argument za i przeciw cię nie zmienia. W środku już jest gotowa. Czekasz tylko, aż znajdziesz odw…
-
Decyzje, których się żałuje - co z nimi zrobić?
Żal po decyzji nie znaczy, że była zła. Czasem znaczy, że dorastasz do tego, żeby ją podjąć inaczej. Nie da się odwrócić tego, co już było. …
-
Jak podejmować decyzje pod presją?
Pod presją podejmuje się najgorsze decyzje. Nie dlatego, że nie umiesz wybrać dobrze, ale dlatego, że pośpiech zabiera ci miejsce na własne …